Friday, November 23, 2007

Syberyjskie sny

W wydawanych ostatnio komiksach timof zaczął odchodzić od dotychczasowego standardu "zeszytów na kredzie". Do tej pory jedynym edytorskim wyjątkiem były "Blankety", ale oto zarówno "Morfołaki", "Międzyczas" i "Syberyjskie sny" przygotowano do druku bardziej indywidualnie niż zazwyczaj. Nadchodzące "Buty" zapowiadane są zaś jako towar ekskluzywny i wyjątkowy pod względem formy.

Od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem napisania kilku słów o każdym z wymienionych powyżej albumów. Dziś padło na komiksową antologię rodem zza wschodniej granicy.

We wstępie "Syberyjskich snów" Hihus przybliża sylwetkę autora grafiki - pochodzącego z Jekaterynburga Konstantyna Komardina, który jest jednym z najpopularniejszych rysowników komiksowych w Rosji. Przy okazji dowiadujemy się o nieciekawych realiach rosyjskiego rynku komiksowego i jednocześnie otrzymujemy odpowiedź na pytanie dlaczego Komardin pomimo szczerych chęci, pasji tworzenia i zaangażowania ma na swoim koncie dopiero jeden album komiksowy (jeszcze niewydany u nas "Site-o-polis").

Nie wiem czy u siebie Konstanty doczekał się już antologii, ale ogólne wrażenia już po pobieżnym przejrzeniu zbiorku są pozytywnie zaskakujące (a czasami nawet oszałamiające) i świadczą o tym, że prace autora są zdecydowanie warte uwagi. Przy okazji pierwszego wrażenia warto również wspomnieć o okładce zaopatrzonej w czytelną ilustrację (co nie jest aż takie oczywiste dla wszystkich rysowników) i spolszczonych logotypach wykonanych przez autora.

Po kolei:

Album otwierają stylizowane na notatki z egzotycznych podróży "Mity i legendy ludzi martwej ryby". Są to potraktowane z przymrużeniem oka frywolne anegdotki. Po nich następuje Moebiusowska impresja "O czym śnią bogowie", w której po raz pierwszy mamy do czynienia z Komardinową obsesją na tle opowiadania historii. Otóż, jak wspominał Hihus, rysownik nie może się opanować przed rozwlekaniem historii. Nawet pomysł na pasek lub jednoplanszówkę, jest w stanie rozrysować na cały album. Niestety, w przypadku publikacji w prasie jest ograniczony przez wymóg krótkiej formy i to co chciałby rozwijać musi syntetyzować. Kompromisem pomiędzy chęciami a odgórnymi założeniami jest większość komiksów Komardina. I jak często w przypadku kompromisów, efekty są różne.

Jeśli mamy do czynienia z fabułą bardziej skomplikowaną i wielowątkową, "nadpobudliwość" rysownika przyczynia się do porwania czytelników w płynnie opowiadaną (iluzorycznie "toczącą się samoistnie") historię. Z drugiej strony w momencie gdy scenariusz ma na celu tylko opowiedzenie spointowanej anegdoty, rozbuchanie graficzne rozmywa istotę całej historii i może prowadzić do "rysunkowej masturbacji". Podobnie bywa gdy sam scenariusz jest tylko pretekstem do graficznych szaleństw.

Pierwszą dłuższą nowelką jest narysowana w nieco swobodny sposób "Mechanika uczuć", groteskowa historia o pożądaniu i niespełnionej miłości w stechnicyzowanym świecie. Komiks jest pozbawiony dialogów ale sprawnie poprowadzona narracja nie pozostawia wątpliwości co do przebiegu akcji. Lekko undergroundowa, dość szkicowa kreska została wzięta w ryzy przez konsekwentne kadrowanie na zasadzie zamknięcia ewentualnej dowolności materii w porządku stałej formy. Dzięki temu przyjęta konwencja nie razi, a sama opowieść "wchłania się" nadzwyczaj łatwo. Osobiście trochę żałuję, że nie trafiłem na ten komiks przed narysowaniem "WKŻ", bo nie musiałbym kilka razy wyważać otwartych na oścież drzwi.

Następujące po sobie trzy kolejne (tym razem kolorowe) historyjki to bardziej komercyjne oblicze Komardina. Sprawdza się on zarazem w stylizowanej na Manarę erotycznej "Legendzie o Minotaurze", kartunowym "Maxie Coolerze" jak też onirycznym "Śnie Ariadny". Zmieniając konwencje i bawiąc się w obrębie różnych stylistyk rysownik nie zatraca istoty swojego stylu. Dopiero w skrajnych formach (jak w kreskówkowej jednoplanszówce "Mój tata satelita") można mieć pewne trudności z odruchowym rozpoznaniem autora.

Dwa następne komiksy są efektem pracy nad komiksowymi antologiami. "Zabijanie... proste zadanie" powstał na potrzeby międzynarodowego zbiorku "Królik trojański". Jest to efektowna i pełna przerysowanej przemocy historyjka o królikach-terrorystach. W zupełnie innym stylu utrzymana jest nowelka "Cztery trupy", która pierwotnie opublikowana była w antologii "City Stories". Graficznie jest to chyba ukłon w kierunku komiksów polskich kolegów (Gawronkiewicza, Ostrowskiego) a jednocześnie nadal świetnie rozpoznawalny Komardin. Jak zwykle rysownik potrafił narzucić sobie graficzną konwencję, w granicach której rozgrywa swoje autorskie ambicje.

Po cartoonowym przerywniku następuje czteroplanszowa "Biografia", gangsterski hardkor z drastycznym (acz przewidywalnym) finałem, dla którego za kanwę scenariusza posłużył tekst utworu raperskiego zespołu Krovostok.
Zwrotki nie są pozerskimi rymowankami niczym z serialu Ekstradycja ("było nas trzech, jak w autobiografii, zero ściemy, taka sama krew i te same geny... " hehe). To brutalne gangsta z Moskwy.
Dodatkowego realizmu historii dodał zabieg celowego "rozrzucenia" kadrów. Są poukładane chaotycznie, jak "fotografie" wspomnień przywoływanych przez podmiot liryczny :)

Sampelek graficzny po lewej. Za to na dole wykonanie oryginalne.
Wideoklipu nie doszukałem się, ale to nagranie z koncertu i tak robi wrażenie.


Zamykające antologię "Pogranicze" jest właściwie minialbumem samym w sobie. Ten najdłuższy w "Syberyjskich Snach" komiks ma bowiem 24 strony i równie dobrze mógłby funkcjonować samoistnie w formie zeszytu (najlepiej rozpoczynającego całą serię). Jak dla mnie jest to najmocniejszy punkt całej antologii. Komardin rysunkowo pojechał w tym komiksie najmocniej. Tutaj nie udaje nikogo. Wszystkie dotychczasowe nawiązania w końcu ustępują własnemu, oryginalnemu (do tej pory często jedynie sugerowanemu pod piętnem inspiracji) stylowi. Artysta z rozmachem kreśli epickie sceny batalistyczne, kilkoma zdecydowanymi kreskami potrafi oddać charakter bohaterów i dramatyzm ich położenia. Brudna krecha idealnie współgra z komputerowym przytłumionym kolorem. Samą historię można sklasyfikować jako dark fantasy/steampunk (?) - brawurowo opowiedziany komiks środka z dużą dawką przemocy i ironicznych tekstów wygłaszanych przez charakternych hirosów. Po przeczytaniu "Syberyjskich Snów", których siła tkwi głównie w rysunkach Konstantyna Komardina, stałem się fanem tego artysty. Będę uważnie śledził jego dalszą komiksową karierę i czekam na kolejny album. Tym razem pełnometrażowy.

3 comments:

paul said...

Steampunkowe Pogranicze wygląda naprawdę zachęcająco, a Komardin jest naprawdę rewelacyjnym rysownikiem.

kmh said...

Zachęciłeś mnie tym tekstem ostatecznie, i dziś kupiłem sobie albumik.

Jestem absolutnie zmiażdżony, naprawdę świetna rzecz.

Mechanika Uczuć stylem tak nieco pod Ciebie podpływa :)

głowonuk said...

dzięki za tę notkę, pomogła mi w ustalaniu budżetu na grudzień :)

a kadr z ludźmi od tylca to, kurcze, Feralno-Majorowy jakem sołtys błonia! :O

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...