Friday, November 9, 2007

Muzyczne podsumowanie roku 2007 (część druga)

Tym razem według klucza: albumy z rysunkiem (a nawet bazgrolunkiem) na okładce.
Zaczniemy bazgrołkiem, a skończymy czymś ładnym.

Clap Your Hands Say Yeah - Some Loud Thunder

Zaczyna się jak piosenkowe Sonic Youth (kojarzę, więc czuję że jestem na czasie) a później jest coraz lepiej. Fajne melodie, psychodeliczne dźwięki w tle i sympatycznie zblazowany wokal. Rokendrolowe podejście do sekcji rytmicznej i folkowe refreny. Czasami zdarza się balladka (niebanalna muzycznie i odpowiednio "przybrudzona"). W przypadku szybszych kawałków nie ma darcia japy i mordowania uszu, więc dla mnie rewelacja.

Spotkałem się z opiniami, że płyta jest słaba i nie ma startu do debiutanckiego albumu. Na szczęście dla mojego plebejskiego gustu, jeszcze nie miałem przyjemności słuchania poprzedniczki "Some Loud Thunder". Nadrobię.

Jako ilustracja muzyczna: hiciorek :)
S a t a n S a i d D a n c e


Architecture in Helsinki - Places Like This

Ponoć ulubiona kapela Brusa Willisa. Latem występowali w Mysłowicach. W Helsinkach też. A zazwyczaj siedzą gdzieś w Melbourne i uprawiają swoją twórczość grając piosenki przy użyciu nieskromnej mnogości instrumentów. Tak więc, dźwięków w tej muzyczce co nie miara. Co do stylu, osobiście miałem skojarzenia z Beckiem - podobnie pełna energii, pozytywnie zakręcona zabawa materią. Również podobny poziom pastiszu i ogólnego "jajcarstwa" (chyba nawet większy u Australijczyków).

Do zapoznania się z albumem przekonała mnie EPka "Heart It Races" na której znajdował się tytułowy utworek w pięciu wersjach. Najbardziej rozbujał mnie remix z gościnnym wokalem Mr Lee G. Nigdy nie byłem fanem reggae (zwłaszcza w rodzimym wydaniu pszenno-buraczanym), ale muszę przyznać że wstrzymujący akcję serca dub to potęga.

No to wspomniane Heart It Races!
(Zespół skacze po polanie przebrany za śmieszne ludki)

I na dokładkę Hold Music!
(Zespół poubierany w pelerynki zajmuje się podskakiwaniem na batutach)

Menomena - Friend and Foe

O zespole wspominałem wcześniej przy okazji współpracy z Craigiem Thompsonem. Tym razem o albumie, bo po pierwsze pasuje mi do klucza (że niby płyta z rysunkiem) a po drugie, poszukiwania muzyczne Menomeny zasługują na umieszczenie ich nowych nagrań w kontekście "najlepszych płyt roku". Po post-rockowym wyskoku w postaci Under An Hour powrócili do bardziej piosenkowego grania, tym razem "po bożemu" czyli bez zbędnego kombinowania. No i lansują się, grają koncerty, potencjalne hiciory czyhają na moment gdy zagoszczą na playlistach aby bezlitośnie wryć się w podświadomość słuchaczy. Lekko razi mnie mocniejsza niż na debiucie inspiracja wokalisty śpiewaniem w stylu TV On The Radio, ale może to jakiś paradoks bo Maciek Cieślak też śpiewa w podobnej manierze a na TV On The Radio na pewno się nie wzorował. Czyli co było pierwsze? Jajko czy kura? A może po prostu do zbieżnych patentów może dojść każdy, niezależnie od innych?
Na filmiku Weird prosto z piwnicy. Skład też taki Ściankowy.

Przy kolejnej płycie dla porządku spojrzałem na datę wydania i zamurowało mnie - 2006!
Album nie powinien znaleźć się w podsumowaniu 2007, ale to mój blogasek i nie będę przecież nakładał sobie formalnych ram. Niby dlaczego mam sobie psuć zabawę?

W takim razie niejako poza "konkursem"

Helios - Eingya

Multiinstrumentalista Keith Kenniff nagrał soundtrack do jesiennej wieczornej aury. Muzyka minimalistyczna i subtelna. Ambientowe plamy, smutne plumkanie gitarki, gdzieniegdzie w tle coś szeleści, ćwierka, plumka i stuka. Bezpretensjonalne i urzekające. I na dodatek świetna okładka!

I tyle w temacie.

C.D.N.

Sunday, November 4, 2007

Radom miastem Twojej szansy


Magister Sztuki, Paweł Gierczak, kontratakuje nowym albumem. „Outsajdersi” są drugą odsłoną cyklu opowieści o urokach życia w radomskim blokowisku.

Gierek dał się poznać jako rysownik związany z Magazynem Fantastycznym” i „B5”. Czytelnicy orientujący się w tematyce obu magazynów wiedzą, że twórcze zainteresowania autora sytuują się w zakresie szeroko rozumianej pulpy (pulp fiction) i splatterpunku. Jako odbiorcy komiksów Gierka mamy więc do czynienia z przerysowanymi obrazami przemocy, seksu i degeneracji. W dialogach obecne są wulgaryzmy i charakterystyczny czarny humor, zaś fabuła opiera się na kliszach gatunku. Warstwa graficzna nacechowana jest widocznymi inspiracjami twórczością Liberatore, Bisleya (czy wczesnego Truścińskiego) oraz wpływami formalnymi grafiki warsztatowej.


Na potrzeby nowego projektu, Gierczak diametralnie zmienił styl. Czarno-białe ekspresyjne ilustracje zastąpił kolorowymi rysunkami łączącymi w sobie prostotę kreski i koloru Dwurnika z wyczuciem bryły Corbena. Efekt syntezy był piorunujący. Konsternację wśród części mało wyrobionych estetycznie czytelników wzbudziła forma wyrazu graficznego skonfrontowana z treścią komiksu. Pod względem artystycznym „Gangi Radomia” były komiksem wybitnie przewrotnym. Brak podstawowej edukacji plastycznej wśród odbiorców (nawet aspirujących do miana krytyków) zemścił się niezrozumieniem i odrzuceniem dzieła. Już na starcie Gierczak zszokował odbiorców wytykając stereotypowe postrzeganie komiksu (jako formy), nie tylko przez ignorantów (co jest zrozumiałe), lecz również (co gorsza) przez miłośników tej formy przekazu graficznego.

W „Gangach Radomia” autor pokazał się jako twórca wymagający i inteligentnie złośliwy. Wymagał od potencjalnego czytelnika akceptacji „cudzysłowia”, w którym osadził swoje dzieło. Postępując podobnie jak Rordiguez w „Planet Terror”, Gierczak narysował komiks ostentacyjnie zły, gdzie „braki” są pozorne, a równie ważna co fabuła i rysunki jest też wielopoziomowa gra z czytelnikiem. Ta swoista zabawa objawia się najpierw w samej oprawie plastycznej, a kontynuowana jest na etapie fabuły i kreacji świata przedstawionego.

„Outsajdersi” kontynuują pewne wątki „Gangów Radomia”. O ile w „Gangach” oprócz obyczajowego epilogu mieliśmy historyjki w stylu prześmiewczego political-fiction, tym razem autor idzie krok dalej i serwuje gorzką historię o życiu mieszkańców zdegradowanego miasta. Bohaterowie wiodą jałową egzystencję w blokowisku Radomia – szarego miasta, pipidówy z której wszyscy chcą się wyrwać. Obraz miasta w komiksie jest przerysowany, ale w dużej mierze prawdziwy. Radom jest zaniedbanym i nieprzyjaznym miastem. Mieszkańcy borykają się z dużym bezrobociem i wynikającą z niego społeczną apatią. Co znamienne, nawet inicjatywy w postaci stowarzyszenia przyjaciół Radomia mieszczą się w Warszawie (sic!). Autor komiksu celnie punktuje nieudolność cynicznych samorządowców, ozdabiających miasto billboardami z hasłami w stylu tytułu mojej recenzji.

Głównym bohaterem komiksu jest wiodący nijakie życie Gierek. Codzienność bohatera to alkohol, włóczenie się po zaułkach i sporadyczny seks. Gierek jest bystrym, lecz pozbawionym ambicji pasożytem. Żeruje na emeryturze dziadków, którym podbiera pieniądze na alkohol. Jest typowym przedstawicielem swojego pokolenia (radomska opcja „pokolenia 1200), który powoli męczy się trwającymi całe życie „wakacjami” i brakiem perspektyw. W przypadku gdy jedyną alternatywą jest emigracja, bohater woli zaakceptować swoje położenie i w miarę ograniczonych możliwości uczynić życie znośnym.

Pomimo swoich wad Gierek jest bohaterem budzącym sympatię. Ceni sobie przyjaźń i lojalność. Ma poczucie humoru i zachowuje się autoironicznie. Co prawda, niektóre jego zachowania są szokujące (zwłaszcza scena „zawijania na chatę” Beaty), ale w całej złożoności konstrukcji postaci, bardzo ludzkie.

W tym momencie chciałbym polemizować z opinią Kamila Śmiałkowskiego, który w swoich spostrzeżeniach na temat „Outsajdersów” utożsamia bohatera z autorem. Co ciekawe, autor wdając się w dialog z Kamilem, potwierdza że komiksowy Gierek jest jego alter-ego (takie potwierdzenie jest również w „słowie od autora”). Mimo to, uważam że nie powinno się utożsamiać podmiotu lirycznego z autorem*. Bohater komiksu jest kreacją autora. Nawet w przypadku komiksów autobiograficznych obcujemy tylko z projekcją, krzywym zwierciadłem a nawet przekłamaniem, nie zaś z obiektywnym opisem postaci. To tak jakby opinie o Stasiuku jako człowieku wyciągać z lektury „Murów Hebronu”, bo pisał w pierwszej osobie.

Podobne wrażenie odnoszę obserwując prowokowane przez Gierka nieudolne próby dissowania Śledzia (na szczęście bez zdecydowanej kontrreakcji). Poza przybierana w kontaktach wirtualnych często nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, zaś nadmuchiwany konflikt ma raczej za zadanie zaznaczyć odmienność „Outsajdersów” od „Osiedla Swoboda”. W przypadku mało wnikliwej lektury można co prawda obawiać się niesprawiedliwej oceny inspiracji, ale ten problem ma się nijak do komiksu Gierczaka. Liczę, że zbliżająca się antologia Likwidatora, w której obaj autorzy będą „sąsiadami” pozwoli im zakopać topór wojenny.:)

Na początku przyszłego roku Timof ma w planach wydanie kolejnego epizodu przygód radomian. Patrząc na dotychczasowy rozwój autora, moje oczekiwania rosną. „Gangi Radomia” podobały mi się, ale po kontynuacji spodziewałem się zupełnie czegoś innego (i w sumie miałem obawy przed wyczerpaniem konwencji). Paweł Gierczak zaskoczył mnie bardzo pozytywnie i chciałbym nadal być tak zaskakiwany.

„Outsajders” to seria obyczajowa, której należy się uznanie.

Do zobaczenia w Radomiu.

P.S.






Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości:

Tak, Gierek z Owcą (która w "Outsajdersach" ma również swój secik) poczęstowali mnie hotdogiem w zamian za napisanie kumoterskiej recenzji.



*W sumie, nie jest to tylko moja opinia. Wpadł na to również badacz i teoretyk literatury Janusz Sławiński. Warto zapoznać się z jego artykułem: J. Sławiński, O kategorii podmiotu lirycznego, [w Tegoż:] Dzieło – język – tradycja, Kraków 1998.

A jeśli nie chce wam się szukać, to kliknijcie sobie na wywiad z Kochalką. Też mówił coś w ten deseń.

Saturday, November 3, 2007

PRZEŁOM

Nadszedł czas na kolejną męską decyzję.

Ostatecznie zrywam z artystowską bazgraniną i nawracam się na jedyny właściwy sposób rysowania.

Precz z pseudoawangardą! Niech żyje realizm komiksowy! Wiwat Rosiński! Wiwat Giraud!
Wiwat poprawnie narysowane plecy konia!

Poniżej prezentuję moje pierwsze dzieła narysowane w jedynie słusznym (oczekiwanym i pożądanym) stylu:


Koń jaki jest - każdy widzi.












Realistycznie narysowane auto.












Plecy kobiety.
Dodatkowo realistycznie ukazana rzeźba mięśni Supermana.











Gwóźdź programu - CIUCHCIA!













Wiele lat błądziłem, zwiedziony fałszywym powabem alternatywy i zaleceniami "autorytetów" (TFU!) andergrandu. Na szczęście opamiętałem się w porę.

Moje stare prace właśnie płoną...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

KPO

KPO
KPO dla kultury