Friday, March 20, 2009

Zmiana warty

O tegorocznych WSK napisano w sieci już wiele. Na świeżo można było zapoznać się z blogowymi relacjami Godaiego, Ziniola (x2), Daniela Chmielewskiego, Motywu Drogi, Gonza (x2), Jaszcza, Kolca i redaktorów Esensji. Dodając do tego opinie na forach można otrzymać dość subiektywny ale szeroki obraz całej imprezy. Miałem zamiar wstrzymać się z opisywaniem wrażeń z mojej strony i skwitować WSKowe ekscesy lapidarnym „kto ma wiedzieć, ten wie”, ale czytając relacje uczestników zauważyłem kilka kwestii, którym nikt nie poświęcił uwagi a jednak warto o nich wspomnieć. No, chyba że nie warto i dlatego nikt o nich nie wspomina*.

Ponadto kieruje mną zwykła pogoń za plotami i tanią sensacją.

Niedawno na swoim blogasku Gonzo opisał w skrócie jak wygląda towarzyskie kółko wzajemnej adoracji udzielających się w necie komiksiarzy (do którego i ja się przyznaję). Do tego dołożył swoją cegiełkę Daniel Chmielewski pisząc o falach debiutów komiksowych twórców. Otóż, faktem jest że wytworzyła się jakaś nić sympatii – porozumienie między podziałami itp. pomiędzy tymi komiksiarzami, którzy mieli swój wkład w zabijanie polskiego komiksu a tymi, którzy co najwyżej mogą rżnąć jego śmierdzące truchło. Ta grupa przez swoją aktywność w blogosferze najgłośniej demonstruje swoją obecność jako trzon komiksowego półświatka i chcąc-nie chcąc tworzy jakąś dziwną formę fandomu. Tak to bowiem wyszło, że nasz mizerny komiksowy fandom stanowią głównie czynni komiksiarze.

Ostatnio na WSK byłem dwa lata temu. W tym czasie zaszły subtelne aczkolwiek na dłuższą metę widoczne zmiany w strukturze obecności i wzajemnych relacji (wspólnego picia piwa). Nie ulega wątpliwości, że nowa fala zabrała się do dzieła. Jak na razie towarzysko.

Eeeeeeeee…

[Tu był blok tekstu, w którym znalazły się sensacyjne i szokujące w swojej wymowie anegdotki o: Grzegorzu Januszu, imprezie u Jakuba Rebelki, nowym albumie Bogusława Polcha o Fankim Kowalu, pogoni za Sztyborem po ulicach Warszawy itp. itd.

Oprócz tego pozdrawiałem wszystkich, z którymi się w końcu spotkałem, poznałem, piłem piwko, jadłem kebaba, dyskutowałem, rysowałem Łoczmenów Pe eL, czytałem na głos co lepsze urywki z Łowców Obelskiego etc.

Ale wymiękłem.

Niniejszym oddaję koronę cesarza plotki.
W sumie, już od dawna nie pasuje na moją łepetynę.

Kto jest chętny, niech sobie bierze]

Nie no, bez plot i taniej sensacji moja relacja nie ma sensu. Co chciałem i tak skomentowałem na blogaskach wymienionych powyżej.

W każdym razie na spotkaniach towarzyskich podczas WSK bawiłem się znakomicie.

Na okrasę fota z hostessami z dp:
*nie warto,nie warto, nie warto
więc jednak niech padnie zaklęcie „kto miał wiedzieć, ten wie”.

13 comments:

godai said...

Zakładam, że dp w tym wypadku znaczy "duże piwo"?

;)

Fajnie było się napić i pogadać o dzieciach.

Maciej said...

Niech Ci będzie, że duże piwo :)

gilo said...

takie hostessy z DP? która to godai?

Maciej said...

Kliknij w obrazek, na powiększeniu lepiej widać Godaiego :)

kolec said...

Ano, klawo było. Złagodziliśmy ból istnienia całkiem sporą grupą.

r. sienicki said...

A ja się dobrze bawiłem! :D

artmac said...

Ja również się dobrze bawiłem i pozdrawiam:]

Dalvia said...

Kurka, chyba w przyszłym roku na chama urwę się z zajęć, żeby w końcu na te WSK się załapać... i poznać ten cały magiczny krąg komiksiarzy, he he he.
Pozdrawiam

Ps. Dzięki za pozytywny komentarz :)

Ssselena said...

No niestety ja sie nie zalapalam znow tym razem na wawke, co najwyzej moge poczytac relacje np na Twoim rozowym blogasku;)

zabiles mnie tym textem i zapewniles dobry humor na reszte dnia:
"Tak to bowiem wyszło, że nasz mizerny komiksowy fandom stanowią głównie czynni komiksiarze."
;)

Pozdrawiam:)

nod said...

No no... Pani na pierwszym planie całkiem, całkiem...

Anonimowy Grzybiarz said...

A ja się tak ucieszyłem, że Maciek mi uścisnął dłoń, że zacząłem doń jakieś głupoty gadać o podpisie na Szramie... O.o A chciałem pogadać tak ogólnie, i głupio wyszło, bo rozmowa wyglądała tak:
-Cześć Maciek, to ja Grzybiarz, podpiszesz mi sie na Szramie? (wszystko na jednym wdechu, bo sie zaaferowałem!)
-Luz, tylko teraz idę coś zjeść, poszukaj mnie tam w kanjpie.
A, że stwierdziłem, że głupio mi będzie Maćka od posiłku odrywać, to odpuściłem... Kurcze... Trzeba było tą rozmowę inaczej zacząć... I nie podniecać się tak... Cholera.

P.S. Macieju - smaczne było?

P.S. 2 - Bardzo fajna pani na pierwszym planie foty z hostessami :D

Maciej said...

Sory Grzybu. Złapałeś mnie akurat na samym początku i nie miałem głowy do podpisywania komiksów. Później sobie o Tobie przypomniałem ale już Cię nie było. Bardzo mi przykro z tego powodu. Następnym razem niech Ci nie będzie głupio i ścigaj mnie po autograf choćby w czasie posiłku :)

Byle nie w kiblu.

Anonimowy Grzybiarz said...

Wiesz, generalnie to nawet o ten podpis nie chodzi, bo już mam na ścianie Diuna. Tak generalnie chciałem dwa słowa zamienić :) Nadzieję wyrażam, że jeszcze się trafi okazja ;)

Nie nawykłem do nachodzenia ludzi w kiblach. A komiksiarzy to już w ogóle. Więc lajt.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...