Sunday, August 18, 2013

cONANIZM (vol.1) - Bodyssey (1985)


Pilgor to wyjątkowy debil i w dodatku... impotent. Nietypowo złośliwa mieszanka "atutów" jak na głównego bohatera heroicznej naparzanki. Ściśle mówiąc - pastiszu howardowskich cOnanizmów. W przypadku Corbena takie fantasy z mrugnięciem okiem stanowi sporą część dorobku. Zaczynając od sagi o Denie aż po Starra The Slayera a nawet przygody dziadka... samego Conana (sic!), mamy do czynienia z podobnym przepisem na komiks. Tak więc, główny protagonista o wzorcowej anatomii, cycata dama w opałach/wyemancypowana wojowniczka, magiczne artefakty, mroczne kulty, lovecraftowskie obrzydliwe potwory i mordobicie okraszone one-linerami. Te komiksy są wyjątkowo durne a w przypadku przygód Pilgora czyli "Bodyssey" fabuła jest pretekstem. Świadczy o tym już sama historia powstania albumu.

W 1979 roku ukazało się portfolio "Scenes from the Magic Planet" zawierające 8 ilustracji będących corbenowską parodią malarstwa klasycystycznego. Sugestywny światłocień, monumentalne postaci i anegdota aż prosząca się o dopowiedzenie szczegółów. Pięć lat później tak właśnie się stało gdy wersja komiksowa tej naszkicowanej fabuły ukazała się w pięciu odcinkach w magazynie Heavy Metal. Corben napisanie scenariusza zlecił Johnowi Pocsikowi, z którym w międzyczasie pracował nad fenomenalną adaptacją howardowskiego Bloodstara. Pocsik po latach wspomina: "I'm not too proud of this work, mainly because it was based on a flawed story concept I really couldn't do much with. I did write THE BODYSSEY, which was fun because it apparently stirred up a bit of censorship ruckus".
Niestety, to widać. Główną zajawką jest szczucie cycem, wagino/peniso-podobne potwory i quest nieszczęsnego kulturysty w pogoni za utraconą potencją. Minusem jest też dublująca ilustracje quasi-jajcarska narracja z offu, która jest tym bardziej staromodna, że Corben w innych komiksach rewolucyjnie ją odrzucał na rzecz narracji filmowej imitującej ruch kamery. Tutaj mu się chyba nie chciało.

Rysunkowo jest to klasyczny Corben z lat '80, czyli maniera tego artysty do której mam największy sentyment. Mimo wszystko w całym komiksie najbardziej bronią się ilustracje z oryginalnego portfolio.




The Bodyssey


Scenes from the Magic Planet 1979 – portfolio limitowane do 1500 egzemplarzy
Heavy Metal #97-#102 1985 – w odcinkach
Catalan Communications 1986 – pierwsze pełne wydanie

Scenariusz: Simon Revelstroke (John Pocsik)

Ilustracje: Richard Corben

3 comments:

Tomek said...

Arnold, jak babcię kocham! Ale ilustracja na wysokim poziomie, w życiu tak nie będę umiał.

Waldek J said...

Dlaczego kasujesz moje komentarze?

Piotr Machłajewski said...

Durne, hmmm... A które komiksy nie są durne? Pilgor niczego nie udaje, to kicz w najczystszej postaci, jak np. Batman. To komiks, po który sięgamy w poszukiwaniu kiczu, camp w świecie fantazy. To niczego nie udaje, sam Corben nie udawał tutaj, że starał się wykonując te rysunki :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...