Saturday, December 12, 2009

Przedświąteczne porządki

Od czasu gdy w blogowaniu przeskoczyłem na Twitka, Dewianta i Buzioksiążkę myślałem nad tym co tu teraz wrzucać. Nic nie wymyśliłem. Nie znaczy to, że pozostawię stronę odłogiem lub wykasuję się z netu. Co to, to nie. Na razie odświeżyłem nieco wygląd blogaska aby nie był aż tak tragicznie szablonowy jak do tej pory.

Kilka autotematycznych linków (klikać w obrazeczki proszę):

- Dodałem nową kategorię w moim portfolio. Ostatnio w związku z tym, że nie mam za dużo czasu zacząłem w wolnych chwilach bawić się w inkowanie. Jest to zajęcie mniej absorbujące (dla pomyślunku) niż rysowanie a daje mi niesamowicie dużo radochy. Przy okazji jest to dla mnie trening przed jednym przyszłorocznym wyzwaniem. Na razie jestem na etapie kalkowania ale mam zamiar sprawdzić jak daleko mogę się posunąć w swojej inwencji aby nie przegiąć (nomen omen) pały. Moimi największymi idolami w tym fachu są Bill Sienkiewicz i Klaus Janson, którzy kładą tusz na cudzych szkicach w sposób radykalnie indywidualny. Też tak chciałbym, ale...


- Wszystkich chętnych do zapoznania się z tajemnicami mojej pracowni zapraszam na Motyw Drogi. W cyklu Miejsce Pracy Komiksiarza znajdziecie poniższą fotkę wzbogaconą o szczegółowy opis. Zero ściemy.


- Tymczasem na Kolorowych zeszytach, nie dość że gruchnęła wieść o reedycji Laleczek to jeszcze zawisł mój Batman - gitarzysta:

- Jakoś na dniach wychodzi kolejny (już siódmy!!! - niesamowite!!!) numer ZINIOLA. Spis treści jak zwykle bardzo obiecujący. Najbardziej ciekawi mnie komiks duetu Kleszcz&Lucek oraz artykuł Konwerskiego. Ode mnie zaś tradycyjnie jak co pół roku - przegląd ZINÓW. Tym razem wziąłem na tapetę gazetki przywiezione z tegorocznego MFK. Link do sklepiku, po lewej.

Wczoraj w ramach planów na nowy rok spisałem wszystkie projekty nad którymi obecnie pracuję. Nie mam pojęcia w jaki sposób wkopałem się w rysowanie kolejnych SZEŚCIU albumów! Ale o nich na razie milczę.

Tuesday, November 24, 2009

W sąsiednich kadrach / Sousedé v rámečku

Wczoraj dotarła do mnie przesyłka z wydrukowanym w eleganckiej antologii efektem polsko-czeskiego projektu CENTRALI (Central Europe Comics Art). Dla mnie osobiście już samo zaproszenie do przedsięwzięcia pod nazwą "W sąsiednich kadrach-Polacy i Czesi o sobie w komiksie" było dużym wyróżnieniem. Mój komiks otwiera antologię oraz został wybrany do promowania książki na serwisach komiksowych co jest dla mnie źródłem wielkiej radości i satysfakcji z wykonanej pracy.


"Piwo i knedliczki", czyli mój wkład w projekt (wystrugałem również okolicznościową pocztówkę widoczną powyżej - ponoć można było ją dorwać gdzieś na mieście) można przeczytać między innymi na Gildii, Polterze, WAKu lub Aleji Komiksu. Wersja z czeskim tekstem jest na facebooku CENTRALI. Na stronie wydawcy są dostępne w całości również trzy komiksy, które zwyciężyły konkursową część przedsięwzięcia jak też przykładowe plansze innych nowelek. Książkę w cenie około 30,00 zł można zamówić między innymi w sklepie Gildii do czego ze swojej strony namawiam. Niezdecydowanych samplami może przekona dodatkowe info, że jednym z komiksów w zbiorze jest "Klątwa wodnika" czyli 20 stron nowego epizodu Mikropolis, który powstał specjalnie z tej okazji.



Przyznam, że zaskoczyła mnie nieco forma wydania. Antologie z cyklu City Stories przyzwyczaiły mnie do tego, że wersja polska i obcojęzyczna są drukowane na odwrotnych stronach książki i "spotykają się" w środku. Tutaj część komiksów jest prezentowana symultanicznie: plansza po polsku obok planszy po czesku, co przy odpowiednim zezowaniu może dać efekt stereoskopii. Część komiksów ma tłumaczenie w formie errat a epizod Mikropolis zawiera translację na dolnym marginesie. Cały ten misz-masz skutkuje bardzo dyskusyjnym efektem jeśli chodzi o spójność i czytelność układu zbiorku. Mimo to druk jest bardzo ładny i przyznam się, że pomimo iż mój komiks w wersji elektronicznej już dawno mi się opatrzył to jednak druk robi swoje (+ milijon 500 100 900 do samozadowolenia).

Miło mi, że mogłem wziąć udział w tym dziele, w znakomitym towarzystwie polskich i czeskich komiksiarzy.

Książka była promowana podczas tegorocznego KOMIKSFEST zaś premiera odbyła się 6 listopada w Instytucie Polskim w Pradze. Wystawa jest czynna do końca listopada.

Saturday, October 17, 2009

PÓŹNE SYNY – rzecz o antologiach ze Strefy Komiksu (część III)

.
Po komentarzach do poprzednich odcinków widzę, że cykl omówień publikacji Strefy Komiksu cieszy się wręcz niesamowitym powodzeniem. Wobec powyższego po dłuższym czasie wracam do tematu i zapraszam do lektury moich kolejnych przemyśleń, tym razem po zapoznaniu się z zawartością ANTOLOGII SCIENCE FICTION wydanej w ubiegłym roku. Pierwsza zbiór sygnowany logiem wydawnictwa Roberta Zaręby prezentował tematykę bardzo zróżnicowaną. W kolejnym postawiono na pewną spójność i już to można zaliczyć na plus. Osobiście wolę takie właśnie określenie tematu, czyli jako konwencji (antologia westernu, horroru, pornosów) niż nagminnie praktykowane uszczegółowianie (sklep, las, guziki, jedzenie, grzybica stóp), które jednak stanowi często tylko pretekst dla twórców.

Elegancka okładka jest autorstwa Artura Chochowskiego. Jak dla mnie ten rysownik jest największym odkryciem (a nawet objawieniem) Strefy Komiksu. Już wcześniej zwróciłem uwagę na jego rysunki w komiksie o Drągalu z antologii "11/11 = Niepodległość" (jak dla mnie najlepszym z całego zbioru). Tam bawił się stylem kojarzącym mi się z sensacyjnymi komiksami Christy o Gucku i Rochu. W antologii sci-fi po pierwsze zrobił dobre wrażenie już samą okładką. Po Hard Boiled grafiki z dużą ilością szczegółów prowadzone czystą linią kojarzą się u nas jednoznacznie z pracami Goefa Darrowa. Chochowski jeśli tylko by chciał, mógłby sprawdzić się w takim stylu. Tymczasem, w komiksie ŻYCIOWA ROLA pokazuje, że w innych rejonach komiksowego rysunku radzi sobie równie dobrze a nawet lepiej. Mięsista krecha przywołuje na myśl wczesne komiksy Micka McMahona czy też kreskę Jacka Michalskiego. Konkretne, czytelne grafiki i sprawna narracja obrazkami - podstawy komiksowego rzemiosła autor opanował celująco. Mam nadzieję, że uda mu się dalej rozwijać i wytrwać przy komiksie. Sama historyjka jest dość zabawna i nie odstaje poziomem od średniej komiksów o Jeżu Jerzym, czy humoresek Rycha Dąbrowskiego. Z tym, że ze sci-fi ma niewiele wspólnego.

Wybiegłem lekko do przodu skupiając się na ŻYCIOWEJ ROLI. Wcześniej mamy otwierającą antologię nowelkę INNSMOUTH, o której pisałem wcześniej przy okazji antologii komiksów Macieja Łosia. Autor ten zaprezentował też komiks ONI, również obecny we wspomnianej antologii. Lovecraft i inwazja porywaczy ciał, czyli tematyka jak najbardziej adekwatna.

Kolejną powtórką z rozrywki jest znana z B5 REINKARNACJA Nikodema Cabały. Dość obleśna, dosadna dwuplanszówka. W sumie (nomen omen) zapchajdziura. Podobnie jest z KOLACJĄ, wampirycznym szorciakiem, który również był opublikowany w magazynie komiksowym B5. Odnoszę wrażenie, że widziałem te komiksy jeszcze gdzieś wcześniej.

Dobre wrażenie zrobiła na mnie KATEDRA Oskara Huniaka i Roberta Zaręby. Zaskoczył mnie scenariusz, gdyż jest to komiks z oniryczną atmosferą będący zarazem osobistym komentarzem autora odnośnie kwestii instytucji religijnych. Warstwa graficzna sprawia bardzo dobre wrażenie. Styl Huniaka jest charakterystyczny i o sporym potencjale. Zastanawiam się czy autor dałby radę udźwignąć pełnometrażową fabułę, bo do tej pory znam jego prace tylko z szortów w Opowieściach Tramwajowych czy Paronomazji. Pięciostronicowy niemy komiks jest opowiedziany z wyczuciem komiksowej formy za pomocą eleganckiej kreski.

Solidny secik zaprezentował duet Jacek Brodnicki – Robert Zaręba. Trzy komiksy mieszczą się w zakresie sci-fi. POTĘGA SŁOWA to postapokaliptyczna anegdotka kojarząca mi się ze starym komiksem Kleczyńskiego z Fantastyki. ZWIADOWCY i POJEDYNEK to epicka sci-fi z elementami xenologicznej (etnograficznej?) fantasy. Epizody spotkań ludzi z kosmicznymi cywilizacjami, w których technologia jest tylko makijażem ledwo kryjącym barbarzyństwo (a nawet bestialstwo). Temat wałkowano wielokrotnie czy to u Strugackich, czy choćby w serialu Stargate. Sprawnie podany nigdy się nie nudzi. Z tym, że tu jest pies pogrzebany. O ile scenariusze Roberta Zaręby są poprawne i w swojej oldskulowości sympatyczne, to potrzebują solidnego wsparcia rzemieślniczego w postaci dobrych rysunków (co zdało egzamin w komiksach z Chocholskim i Huniakiem). Brodnicki stara się jak może, ale wychodzi mu to średnio. W pierwszym odcinku PÓŹNYCH SYNÓW wyłożyłem, co mi się nie podoba: słabe zróżnicowanie kreski, kurczowe trzymanie się jednego narzędzia, forma od szczegółu do ogółu, przez co zamiast wrażenia precyzji wychodzi smutne horror vacui. Widać to bardzo dobrze w ilustracji zamieszczonej na tylnej okładce antologii. Ogólnie rzecz ujmując rysunki Jacka Brodnickiego sprawiają lepsze wrażenie przy dłuższych historiach, gdy można dać się ponieść fabule. W szorciakach ciągną scenariusz na dno.

Dzieła dopełniają narysowane przez kilku grafików szorciaki z Todem Robotem. Bohater doczekał się swojej własnej antologii, której poświęcę osobną notkę. Scenariusze poszczególnych stripów napisał Łukasz Borowiecki a za ilustracje są odpowiedzialni Nikodem i Patryk Cabała oraz Zygmunt Similak.

Przed samym spisem treści kryje się jeszcze jednoplanszówka Rycha Dąbrowskiego. Gdy ją zobaczyłem, uznałem że autor doskonale by się nadawał do rysowania komiksowych przygód Jakuba Wędrowycza.

Ogólne wrażenie po lekturze całości i ponownym szybkim przekartkowaniu nie nastraja ekstatycznie. Oprócz rewelacyjnego Chocholskiego i ciekawego Huniaka, komiksy rysunkowo prezentują się średnio. W pierwszej antologii warstwa graficzna była o wiele ciekawsza. W kwestii opowiedzianych historii sprawa wygląda trochę inaczej. Pomimo określenia w miarę sztywnej tematyki, materiał okazał się być bardzo zróżnicowany stylistycznie, co moim zdaniem nie wyszło na dobre. Gryzą mi się groteskowe humoreski sąsiadujące z hard sci-fi. Być może redaktor chciał tą różnorodnością przyciągnąć większą ilość czytelników, ale powstał misz-masz niweczący sztywne określenie ram zbiorku.

Na szczęście w kolejnym odcinku cyklu zacznę omawiać albumy ze Strefy Komiksu, więc dywagacje na temat sensu wydawania komiksowych antologii odkładam na czas bliżej nieokreślony.

Wednesday, October 14, 2009

Obrazki z wystawy

W dzisiejszej notce miałem zamiar pokrótce opisać swoje wrażenia z wystawy konkursowej XX MFKiG. Stwierdziłem jednak, że czas na dyskusje nad każdym wartym jej komiksem zaprezentowanym w konkursie i katalogu będzie wtedy gdy te szorciaki zaczną wypływać (jak co roku) na komiksowych serwisach.

Tytułem streszczenia, zanim przejdę do ważniejszej sprawy:
Poziom określony w protokole z obrad jury konkursu jako zadowalający był w rzeczywistości niski. Prac było niewiele, zabrakło wielu weteranów. Po odsianiu ewidentnej amatorki, pozostałe komiksy noszące znamiona jakiegokolwiek profesjonalizmu znalazły się w katalogu.

Grand Prix wywalczyli Jacek Frąś z Grzegorzem Januszem komiksem "Ostra biel". Był to zdecydowanie najlepszy short startujący w konkursie. Komiksami, które podobały mi się najbardziej (oprócz tych ze scenariuszami Bartka Sztybora, które tworzyły odrębną kategorię jakości) były:

- MINISTRANCI - Znakomity kartun, który daje wyobrażenie jak mogliby wyglądać "Włatcy móch" gdyby mieli szokować zamiast uprawiać mentalną pedofilię, oraz gdyby zostali zrealizowani przez profesjonalistów a nie estetycznych analfabetów.

- Czer%wo%ny - Tu oddam głos Tomkowi Pstrągowskiemu, który jako juror lobbował za tym komiksem: "Komiks ma siłę, jest kontrowersyjny, ostry, budzi emocje. Pierwszy, wulgarny dialog jest mocny i śmieszny (gra w zupełnie już niedzisiejszą i niewinną zabawę w "pomidora" skonfrontowana z bardzo już dzisiejszą zabawą dzieciaków w "twoją starą" i wulgarne odzywki), nawiązanie do Czerwonego Kapturka przewrotne i sensowne. Zakończenie pozostawiające w niedosycie, bardzo ładnie, dramatycznie (by nie rzec tragicznie) zawieszone. Świetne wykorzystanie rekwizytu - iPoda". Podpisuję się pod tymi słowami.

- GŁÓD (komiks o wszach:) - Nowelka ze scenariuszem Jakuba Matysa, ubiegłorocznego zwycięzcy Grand Prix. Gratka dla fanów "Alieen" Lewisa Trondheima.

Tylko te trzy komiksy (+ "Fajerwerki" i "Odmiana przez przypadki") przyciągnęły mnie na dłużej i skłoniły do ponownej lektury i chwili refleksji. Ogólne wrażenia z wystawy to jednak niestety rozczarowanie. Najbardziej zasmucił mnie brak pozytywnych, dowcipnych historii oraz zwyczajowa grafomańska szyszka w dupie. Większość scenarzystów usilnie starała się sprzedać swoją życiową mądrość w temacie: "świat jest zły, mam kaca, kobiety są kurwami i czas podciąć sobie żyły". Wręcz poczułem się jakbym cofnął się w czasie o dekadę. Ludzie! Więcej uśmiechu!

Warto zatrzymać się i zastanowić czy formuła konkursu nadal jest aktualna a sam konkurs czy jest atrakcyjny dla potencjalnych uczestników. Minęły czasy, gdy była to jedyna tego typu inicjatywa. Obecnie w ciągu roku twórcy mogą stawać w szranki i walczyć o laur w wielu mniej lub bardziej prestiżowych konkursach. Na rzecz MFKiG nie przemawiają nagrody ani nagłośnienie medialne, bo na większe mogą liczyć między innymi laureaci konkursu organizowanego przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Stracił wagę również fakt publikacji w katalogu MFK. Obecnie wydawanych jest wiele antologii i magazinów o wyższej randze i szerszym odbiorze. Pomijam zupełnie jako argument retrospektywną prezentację komiksów na serwisach (Polter, Aleja, Gildia). Aby zamieścić tam swoje dzieła nie trzeba więcej aniżeli odrobiny chęci. Nawet Grand Prix czyli wyjazd na festiwal do Angouleme nie jest niczym szczególnym. Na taką wycieczkę obecnie może pozwolić sobie każdy. Większym problemem byłoby wręcz wygospodarowanie dodatkowego urlopu na kolejną komiksową imprezę niż kwestie finansowe.

Szczerze mówiąc, znaczenie konkursu przyMFKowego jest znikome. Tegoroczna edycja pokazała, że dla wielu osób gra nie jest warta świeczki. Jak na zdawałoby się ważny punkt MFK, mało kogo obchodzą komiksy biorące udział we współzawodnictwie. Uwaga publiczności skupiła się na kwestii pobocznej czyli rewelacjom związanym z tryumfem Sztybora, totalnie przechodząc obok przyczyny takiego stanu rzeczy. Owszem, faktem jest że obecnie jedynymi scenarzystami liczącymi się w zmaganiach MFKowych są Bartek Sztybor i Grzegorz Janusz, ale nie jest to w żadnej mierze sytuacja wykreowana przez komiksową masonerię.

Co więc zrobić, aby zwiększyć prestiż konkursu wśród twórców? Nie w mojej gestii leży grzebanie w budżecie festiwalu, więc kilka pomysłów które mi się narzuciły nie ma wymiaru finansowego.

- Po pierwsze, laureaci powinni automatycznie dostać zaproszenia do kolejnej edycji City Stories. Zauważyłem, że w tegorocznej edycji projektu znalazły się komiksy Jakuba Matysa. Należy to rozwinąć. Wspólne warsztaty z udziałem zagranicznych kolegów po fachu są lepszą i bardziej motywującą do rozwoju nagrodą niż kolejny tablet.

- Po drugie, postuluję zwiększyć ilość plansz w komiksie wysyłanym na konkurs. Krótka forma to brnięcie w ślepy zaułek. 19 edycji konkursu chyba pokazało już, że najbardziej zapadły w pamięć shorty będące fragmentami dłuższej całości lub częścią cyklu (Mikropolis, Jeż Jerzy, komiksy Marka Turka). Przywoływany jako środowiskowy żart i przykład tego co było najgorsze w dziełach ery komiksowej smuty jest od wielu lat jedynie "On, ona i obraz".
Myślę, że zwiększenie objętości prac konkursowych do 15-16 plansz pozwoli wziąć pod uwagę realizowane projekty albumowe. Przykład "Pantofla panny Hofmokl"czyli albumu, który przed premierą mógł się pochwalić branżowym wyróżnieniem utwierdza mnie w przekonaniu, że coś jest na rzeczy.

- Po trzecie, niepokoję się że w następnej edycji zostaną wprowadzone prewencyjne zmiany w regulaminie aby uniemożliwić kolejny rajd Sztybora. Może to doprowadzic do przykrej sytuacji gdy nagrodzone komiksy będą dyskwalifikowane po tym, gdy na gali rozdania nagród rysownicy będą prosili na scenę scenarzystę, który "zapomniał się" podpisać na odwrocie dzieła. Uprzedzam fakty i histeryzuję, ale proszę - nie bawmy się w udowadnianie czegokolwiek. Rozmowy w kuluarach pozwalają mi przypuszczać, że przyszłym roku Bartek Sztybor powalczy o Grand Prix atakując jeszcze większą ilością mięsa armatniego. Z tym trzeba się po prostu pogodzić.

- Po czwarte, należy zlikwidować wymóg wcześniejszego niepublikowania komiksu startującego w konkursie. Owszem, niech te komiksy będą wcześniej publikowane, niech startują w innych konkursach, niech zdobywają też inne nagrody. Można ewentualnie zaznaczyć, że publikacja ma zmieścić się w terminie od października ubiegłego roku (tak jak przy nagrodzie przyznawanej za najlepszy album roku) oraz że dany komiks powinien brać udział w tej edycji konkursu MFK po raz pierwszy. Dzięki temu autorzy będą mogli wybrać najlepszy ze swoich komiksów wyprodukowanych w danym roku co na pewno przełoży się na ogólny wzrost poziomu prac biorących udział w konkursie.

Konkurs festiwalowy powinien mieć ambicję wyłonienia najlepszej krótkiej formy komiksowej, nie zaś najlepszej z krótkich form komiksowych narysowanych specjalnie na MFKowy konkurs. jak wspominałem, MFK przestało być jedynym miejscem gdzie komiksiarze mogą raz do roku zaprezentować swoje możliwości. Przy odrobinie dobrej woli może stać się festiwalem, na którym zostaną docenione najlepsze shorty komiksowe w ogóle.


Gwoli wyjaśnienia, nie brałem udziału w tegorocznej edycji i przy obecnym stanie rzeczy kładę lachę na swój udział w kolejnych. Na chwilę obecną jeśli mam do wyboru publikację w Ziniolu albo Kolektywie lub wysłanie komiksu na MFK, to moim zdaniem alternatywa jest prosta.

Wednesday, October 7, 2009

Obrazki z imprezy

XX MFK(iG) za nami.
Było grubo.
Wystawy, spotkania, międzynarodowe sławy i lokalne gwiazdy.
Na gali łzy wzruszenia i radość z sukcesów.
Pod względem towarzyskim jak zwykle świetnie.

Gdzieś, podczas eMeFKowego rozgardiaszu tuż przed wyjściem na galę dorwałem aparat Dominika Szcześniaka i pyknąłem serię fot. Liczyłem na mocarne, kompromitujące ujęcia. Przeliczyłem się, ale fotorelacji nie odpuszczę.
Subiektywnie, KMWTW, CBwŁZwŁ, bez szczegółowych opisów:

Na Gali XXMFK nie dość, że można było spotkać SuperSambora to były również przynajmniej dwie dziewczyny. W dodatku rysujące.
Typowy miłośnik komiksików wygląda tak.
Ewentualnie tak.
Elyta zaś mogła poszpanować takimi oto plakietkami z hologramem (z tyłu), w wersji dla pretorian, patrycjuszy i megabossów.
Nie muszę tłumaczyć, że coponiektórym było to nie w smak.
Bartek zwycięzca. Znajdź 10 różnic.
Blaki i Czaki w jednym stali domu.
Znaczy się, w hotelu.
W Polonii.
Ekskluzywna fota Stefana Stefańca. Wydaje mi się, że pierwsza w sieci.
Bele - "Gdybym rano obudził się z bólem gardła a potem zobaczył to zdjęcie, to chyba bym się zabił. Ale nie bolało mnie gardło. I obudziłem się przy Kasi". I co ty na to, Godai?
Sesja autografów trwała non stop.
Śledziu wpisał się Kajmanowi do Kolektywu.
Kajman zaś wpisywał się plebsowi do Demonicznego Detektywa.
Zwyczajowa porcja knucia. Nie opuszcza mnie wrażenie, że ktoś to wszystko filmował.
Dirty dancing.
Jakub B. zdradza Unce z jakich hardkorów musiał ocenzurować Eulalię. Anathos jest wstrząśnięty.
KRL - "Przecież tak się nie robi! Nie przypina się orderu do polaru".
Naprawdę, nie mam pojęcia skąd się wzięło to zdjęcie w aparacie!
Toaleta zwyczajowym miejscem spotkań komiksiarzy.
KRL - "Przecież tak się nie robi! Nie przypina się orderu do polaru".
Niewiarygodne! Współcześni gladiatorzy mieli siłę walczyć jeszcze ze 4 godziny!
Ja zaś wyspałem się za wszystkie czasy i z samego rana uderzyłem na giełdę.
Koko jeszcze nie wie o tym, że sprofanowałem jego pandy. Na razie cieszy się ze zwycięstwa nad Rosinskim w konkursie na rysunkową miss festiwalu.
Od rana komiksiki, autografy, sława!
Mroja zdradziła swoją nową filozofię wydawniczą.
W końcu nadszedł czas aby udać się na jakieś spotkanie.
Surpiko opowiada o swoim debiutanckim albumie.
Pomimo wczesnej pory widownia dopisała.
I to nie jest tak, że było 10 osób (wliczając fotografa).
Po prostu reszta tłumu już wyszła ustawić się w kolejkę po autograf Surpiko.

Teraz oby do WSK!
(czy jak tam się będzie Warszawska impreza nazywała)

Thursday, October 1, 2009

KRL - ŁAUMA - KOMIKS ROKU

(Marceli - ten wpis dedykuje Tobie, kolego!)

Nieoficjalnym tytułem "Cudownego dziecka polskiego komiksu" przez ostatnie lata określano wielu młodych twórców. Dekadę temu na spółę dzielili się nim Jakub Rebelka i Benedykt Szneider. Potem trafił między innymi do Tomka Pastuszki i Mikołaja Tkacza. Obecnie najbardziej pasuje zaś do Marcina Podolca i Igora Wolskiego czyli przedstawicieli najnowszej fali polskiego komiksu, którzy mogą się pochwalić zarówno pierwszymi próbami albumowymi i wieloma poblikacjami w necie, jak też co najważniejsze - niesamowitym progresem warsztatu.

Jednak tak sobie myślę, że w zasadzie to określenie najbardziej pasuje nie do kolejnego z obiecujących debiutantów, ale do statecznego (w porównaniu z debiutantami) bibliotekarza i wannabe kowboja czyli jednym słowem - KRLa.
Wydawało mi się, że Karola Kalinowskiego nie trzeba przedstawiać ale jednak w kontekście niszowości komiksu będzie to nieodzowne. Twórca ten odbywał staż w Produkcie jako "adoptowany syn Śledzia", gdzie brylował historyjkami o Kaerelkach. Następnie zaskoczył dwutomowym LOPZ wydanym przez Egmont w 2004 r. A to był dopiero początek. Później KRL dostał się pod opiekuńcze skrzydła Kiamila zaś jego komiksy i żarty rysunkowe stanowiły najmocniejszy punkt każdego z numerów ChiChotu. Stąd droga wiodła do animowanych filmików w ZAPie i wideo Roberta Kasprzyckiego.

KRL wrócił do komiksu mocnym uderzeniem i w 2007 r. zaprezentował ciepło przyjętego Yoela, w którym zmierzył się z formą typowej dla USA zeszytowej miniserii (wydanej od razu w jednym tomie). W międzyczasie badał teren różnymi niezrealizowanymi projektami takimi jak: postapokaliptyczny webkomiks, powieść graficzna o klaustrofobii, powrót Kaerelków w zeszytówce dla KG, czy nawet linia maskotek mających promować komiks sci-fi. Już po tym wyjątkowo pobieżnym wyliczeniu widać, że mamy do czynienia z twórcą wyjątkowo pomysłowym i płodnym. Warto się pokusić o stwierdzenie, że swoimi nieukończonymi projektami KRL mógłby obdzielić gro komiksiarzy. Z drugiej strony, jego pomysły zawsze noszą wyraźne indywidualne piętno więc nie jestem pewien czy taka inicjatywa by się sprawdziła. Co cieszy, na kilka zapowiedzianych i opuszczonych komiksów KRL zawsze jednak któryś finalizuje. A wtedy zazwyczaj raczy swoich fanów dziełkiem najwyższej próby.


Tak jest własnie w przypadku nowego albumu - ŁAUMY. KRL znowu zaskoczył zarówno fabularnie jak i graficznie. Narysował komiks familijny, w którym (posłużę się efekciarskim porównaniem) muminki spotykają Gaimana. Historia o małej Dorotce przeprowadzającej się z miasta do suwalskiej wioski jest urzekająca. Ciepła opowieść o magii dzieciństwa (i pradawnej magii Jaćwingów) wspaniale koresponduje z zimową scenografią sugestywnie oddaną przez czarno-białe ilustracje. Narracja poprowadzona jest bezpretensjonalnie zaś akcja komiksu niepostrzeżenie przenosi się z rejonów sympatycznej (aczkolwiek nieco niepokojącej) obyczajówki do fantastycznego świata marzeń. Pierwszy rozdział (1/3 albumu) można przeczytać na stronie Łaumy. W całość zaś NALEŻY (sic!) się zaopatrzyć po premierze książki, która nastąpi już w najbliższy weekend podczas XX MFK. Naprawdę warto kupić ten komiks, gdyż jest ewenementem w kategorii polskiego komiksu dla dzieci i powinien znaleźć się w każdej bibliotece.

Przy krótkiej refleksji na temat tego komiksu warto wspomnieć o soundtracku. KMH w swojej recenzji proponował mroźny post-rock, aczkolwiek ja skłaniałbym się do pójścia tropem pozostawionym przez autora, który na planszach Łaumy przemyca swoje countrowe fascynacje. Dla mnie wypadkową klimatu komiksu i muzyki w nim "występującej" jest muzyka bardziej organiczna, w stylu nastrojowych piosenek Willa Oldhama lub Jasona Moliny. Takie tło muzyczne proponuję więc do lektury.

Karol Kalinowski pracował nad Łaumą od stycznia do września. Jak bardzo była to ciężka praca świadczą próby jej odreagowania na autorskim blogu. Efektem ubocznym włożonego wysiłku okazały się afery: z zabijaniem polskiego komiksu, rozprawa z naczelnym komiksologiem RP jak też w końcu sex-afera związana z antologią lesbijską. Niech Was nie zwiedzie internetowe bojownicze oblicze autora. Jestem przekonany, że gdy po raz kolejny włoży kij w mrowisko lub zacznie bełtać w komiksowym bagienku z dużą pewnością można założyć, że ciężko pracuje nad kolejnym dziełem.


Albo przynajmniej komiksem roku.

Monday, September 28, 2009

Mistrzostwo poprzez wiarygodną kreację

.

Wielkimi krokami nadciąga XX edycja Międzynarodowego Festiwalu Komiksu (i Gier). Już od piątku zacznie się największe w kraju święto miłośników "tych śmiesznych historyjek obrazkowych o małpie i milicjancie". Również będzie to wyśmienita okazja na integrację fandomu. Z tej racji, jak też zadość mojej próbie ogarnięcia recenzji komiksów które współtworzyłem, reaktywuję bloga (oby na dłużej) gościnnym tekstem. Nie jest to jednak recenzja, lecz praca krytyczna w której 10BO zostało zestawione z innymi "komiksami psychologicznymi".


Korzystając z uprzejmości Michała Siromskiego prezentuję jego referat, który był prezentowany dwa lata temu podczas Sympozjum Komiksologicznego i został zamieszczony w stosownej publikacji.


Michał Siromski



Mistrzostwo poprzez wiarygodną kreację.

Próba identyfikacji polskiego komiksu psychologicznego



Precyzyjne zdefiniowanie utworu psychologicznego nie jest proste, podobnie jak niełatwo jednoznacznie określić wzajemny wpływ psychologii i sztuki. Związek tych dwóch dziedzin przypomina sinusoidę: raz wpływ nasila się, psychologizm jako konwencja artystyczna staje się jednym z dominujących nurtów w sztuce a psychologiczny realizm uznawany jest za jeden z najistotniejszych wskaźników artystycznego mistrzostwa; potem sinusoida opada, psychologia oskarżana jest o szerzenie fatalizmu i determinizmu, zaś pojęcie psychologizmu nabiera negatywnej konotacji jako symbol nieuprawnionego wkraczania jednej dziedziny nauki na obszar innych[1].

Jakkolwiek starania niektórych psychologów, aby z psychologii uczynić metanaukę, najważniejszą z nauk, są moim zdaniem przesadzone, to jednak zarówno procesy tworzenia, jak i odbioru dzieła sztuki są elementami szerszego sytemu zachodzących w ludzkiej jaźni zjawisk psychicznych. Stąd uprawnione wydaje się korzystanie przy tworzeniu oraz analizie dzieł sztuki z wypracowanych przez psychologię narzędzi i koncepcji.

Utwory psychologiczne to właśnie dzieła, które szczególnie obficie korzystają z dorobku psychologii. W odróżnieniu jednak od określeń typu „utwór kryminalny”, „podróżniczy” czy „erotyczny”, pojęcie „utwór psychologiczny” nie jest ścisłym rozróżnieniem tematycznym. Oznacza raczej szczególne zagęszczenie pewnych cech - o których będzie mowa później – oraz wysunięcie jakby na pierwszy plan emocji i motywacji bohaterów, a zepchnięcie tradycyjnie rozumianej fabuły do roli tła.

Nie oznacza to oczywiście, że tylko utwory psychologiczne cechują się psychologicznym realizmem. Jako egzemplifikację podać można twórczość Stephena Kinga. Amerykański pisarz powszechnie uznawany jest za mistrza horroru, a cechą charakterystyczną jego utworów są bogate i niezwykle wiarygodne psychologicznie osobowości bohaterów. King nie tworzy jednak powieści psychologicznych, ów realizm ma za zadanie po prostu bardziej związać czytelnika z bohaterami, uprawdopodobnić kolejne opisywane wydarzenia i w ostateczności spotęgować fabularną dramaturgię; w istocie więc służy podniesieniu atrakcyjności czytelniczej dzieła, a nie ukazaniu zawiłości życia psychicznego bohaterów.

W tym względzie kimś w rodzaju komiksowego odpowiednika Kinga jest brytyjski scenarzysta Neil Gaiman. W swym najsłynniejszym dziele – pt. Sandman – Gaiman zawarł całą galerię intrygujących i bogatych psychologicznie bohaterów. I tu jednak psychologiczny realizm pełni rolę służebną wobec fabuły, wobec czego nie można Sandmana zakwalifikować jako utwór stricte psychologiczny[2].

Powstanie komiksu psychologicznego wiąże się ściśle z pojawieniem się w komiksie jako gatunku treści poważniejszych, skierowanych do dorosłych czytelników. Można zaryzykować twierdzenie, iż utwór Willa Eisnera Kontrakt z Bogiem, uznawany za pierwszą graphic novel[3] jest jednocześnie pierwszym komiksem psychologicznym w historii gatunku.

W Polsce komiks jako gatunek rozwijał się w specyficznych warunkach. Aż do roku 1989 komiks jako propozycja kulturowa „oficjalnie” skierowana do dorosłych odbiorców nie miała racji bytu (z pewnymi wyjątkami, jak w przypadku niektórych komiksów zamieszczonych w magazynach RELAX i ALFA). Działania władz konsekwentnie utrwalały stereotyp komiksu jako medium niepoważnego: taki stereotyp promowano, a jednocześnie tylko takie komiksy publikowano. I choć powstało wówczas kilka komiksów, które można uznać za dzieła wybitne, to mistrzostwo ich autorów polegało głównie na umiejętnościach plastycznych, oryginalnym humorze, czy ciekawie opowiedzianej fabule. Dopiero ustrojowy przełom stworzył w Polsce możliwość wydawania poważnych komiksów dla dorosłych. Chociaż powstał wówczas pierwszy polski komiks zawierający elementy psychologiczne – mowa o Mikropolis Denisa Wojdy i Krzysztofa Gawronkiewicza – to ogólna zapaść rynku wydawniczego zahamowała rozwój tego typu komiksów o kolejną dekadę.

Dopiero stopniowy rozwój publikacji podziemnych i niezależnych a także coraz szerszy dostęp do zachodnich twórców komiksu psychologicznego (wśród których wymienić można na pewno Roberta Crumba, Harvey’a Pekara, Jamesa Kochalka, Craigha Thompsona, Daniela Clowesa, Arta Spiegelmana czy Marjane Satrapi) dał polskim twórcom możliwość wypowiedzenia się i w takiej formie. Obecnie mianem komiksu psychologicznego określić możemy z pewnością twórczość Agaty „Endo" Nowickiej, tandemów Sylwia Restecka i Joanna Sanecka oraz Dominik Szcześniak i Maciej Pałka, a także Karola Konwerskiego i Mateusza Skutnika, autorów komiksu Blaki.

Z opisanych powyżej powodów dorobek polskich twórców w dziedzinie komiksu psychologicznego jest bardzo skromny. Zawiera on jednak już dzieła wybitne (za takie można uznać moim zdaniem Mikropolis[4] oraz Blaki[5]), i – co najważniejsze – stanowi materiał wystarczający do zdefiniowania pewnych cech charakterystycznych. Niniejszy tekst jest próbą pokazania, w jaki sposób twórcy polskich komiksów próbują osiągnąć efekty artystyczne podobne do tych spotykanych w literaturze.

Opierając się na opisanych przez Jerzego Speinę strategiach pisarskich w powieści psychologicznej[6], można wyróżnić cztery wyznaczniki komiksu psychologicznego: 1) zniesienie dystansu między narratorem a głównym bohaterem; 2) ujmowanie świata konwencjonalnego przez pryzmat procesów zachodzących w psychice bohaterów; 3) wysunięcie na pierwszy plan życia psychicznego bohatera, kosztem jego działań; 4) ukazanie charakteru bohaterów jako dynamicznej, pełnej sprzeczności i ulegającej zmianom konstrukcji, a nie jako jednolitego, stałego zespołu cech.

W komiksie, w przeciwieństwie do np. literatury, głównym nośnikiem narracji jest obraz, słowo zaś zostaje zepchnięte do roli uzupełnienia, a czasem wręcz tylko graficznego symbolu[7]. W konsekwencji utwór komiksowy znakomicie może obyć się bez tradycyjnego narratora (czyli tekstu narracyjnego umieszczonego najczęściej w ramce), a w pewnych przypadkach nawet w ogóle bez jakiegokolwiek tekstu. Mimo to twórcy stosunkowo często korzystają z tekstu narracyjnego, po to, aby uzyskać określony efekt formalny.

Szczególne znaczenie tekst narracyjny ma właśnie w przypadku utworu psychologicznego. Przykładem jest tutaj zbiór kilkustronicowych opowieści obrazkowych pt. Blaki. W niemal wszystkich pojawia się tekst narracyjny, nie wygłaszany jednak przez tradycyjnego „wszechwiedzącego” narratora, lecz przez głównego, tytułowego bohatera opowieści. Co ważne, tekst ten sformułowany jest w pierwszej osobie, jako monolog bezpośredni, co w efekcie zmusza czytelnika do przyjęcie punktu widzenia bohatera utworu. Autorzy próbują wzmocnić efekt prowadząc też w niektórych momentach narrację wizualną z punktu widzenia Blakiego, czyli pokazując komiksową rzeczywistość taką, jaką widzi Blaki (przykład: nowela Odjazdy, w której najpierw obserwujemy Blakiego patrzącego przez okno jadącego pociągu, a następnie to, co widzi za oknem).

Drugi wyznacznik komiksu psychologicznego, czyli ujmowanie świata konwencjonalnego przez pryzmat procesów zachodzących w psychice bohaterów, realizowany może być na wiele różnych sposobów. Może na przykład objawiać się, tak jak to się dzieje w Blakim, potokiem niezbornych wrażeń, myśli i wspomnień. Przemyślenia Blakiego konstruowane są w nieprzewidywalnym kierunku, zawsze wywoływane przez drobne, na pozór nieistotne wydarzenia. Są nieprecyzyjne, gmatwają się, a czasem wręcz – zamiast zmierzać to tradycyjnej puenty – zostają nagle przerwane (np. epizod Lotek). Charakterystyczna jest tu całkowita marginalność świata zewnętrznego: w zdecydowanej większości opowieści mają tylko dwóch bohaterów – Blakiego i jego refleksje. Innych ludzi w zasadzie tu nie ma, a nawet jeśli się pojawią (i wchodzą w jakiekolwiek interakcje z bohaterem), to jest to tylko pretekst do uruchomienia kolejnych przemyśleń. Tym samym, chociaż Blaki porusza się po znanej nam wszystkim rzeczywistości, to faktycznie żyje jakby we własnym uniwersum swoich myśli.

Oryginalnym wariantem rejestracji doznań psychicznych bohatera jest wykorzystanie techniki tzw. strumienia świadomości. Termin ten pierwotnie powstał jako pojęcie psychologiczne, oznaczające świadomy poziom funkcjonowania człowieka, jego sfera myślowa[8]. Potem koncepcja strumienia świadomości przejęta została przez literaturę jako odmiana monologu wewnętrznego, będąca wprost odzwierciedleniem procesów myślowych i wewnętrznych stanów psychicznych narratora. Za twórcę literackiego strumienia świadomości uznaje się francuskiego symbolistę Edouarda Dujardina (w powieści Wawrzyny już ścięto, 1888 r.), jednak termin ten stał się słynny dopiero dzięki powieści Jamesa Joyce’a pt.: Ulisses (1922 r.)[9]. Potem podobny zabieg wykorzystywali najwięksi klasycy powieści psychologicznej, m.in. William Faulkner, Virginia Woolf, Samuel Beckett, a w Polsce Zofia Nałkowska, Jerzy Andrzejewski oraz Witold Gombrowicz.

Zastosowanie komiksowego strumienia świadomości możemy zaobserwować w Projekcie: Człowiek[10] autorstwa Agaty „Endo" Nowickiej. Na album składa się cykl jednostronicowych scenek z życia autorki (a dokładnie z okresu ciąży). Narracja jest tu poszarpana i chaotyczna, sprawia wrażenie dosłownego zapisu myśli, wrażeń i emocji, zapisu pozbawionego świadomej kontroli. Owa chaotyczność i fabularne „poszatkowanie” po części wynikają ze sposobu, w jaki plansze były tworzone (ukazywały się one na bieżąco w dodatku GAZETY WYBORCZEJ – WYSOKIE OBCASY, dopiero potem zebrane zostały w osobnym albumie), po części jednak wynikają ze świadomej decyzji autorki. W ten sposób Nowicka odtwarza na komiksowej planszy chaotyczność współczesnego życia; wyszarpuje z kontekstu skrawki codziennego życia: jednego zdania, gestu, sytuacji, refleksji. Te codzienne drobiazgi wysunięte zostają na pierwszy plan, nabierając w ten sposób charakteru uniwersalnej metafory. Warto też zauważyć, iż autorka podobną zasadą kieruje się nie tylko przy konstrukcji całości, ale również przy komponowaniu poszczególnych plansz. Przykładem może być strona zatytułowana przez autorkę miłość-małość. Plansza składa się z porozrzucanych bezładnie rysunków (bohaterka rozmawia z płodem, pisze sms-a do swojego partnera, siedzi z nim przy stole, płacze na łóżku). Wrażenie zamętu potęguje rezygnacja z tradycyjnego podziału strony na ograniczone ramkami kadry oraz umieszczenie na całości bezładnych bazgrołów, przypominających dziecięce rysunki. Wrażenie nieskładności jest tu jednak zamierzone: plansza jest po prostu dosłowną rejestracją ówczesnego stanu psychicznego autorki. Co ważne, rejestracją odbywającą się jakby poza świadomym procesem twórczym, o czym mówi w wywiadzie sama Nowicka: Jest dla osób postronnych chyba najmniej czytelnym ze wszystkich rysunków, a dla mnie najlepszym rysunkowo. Właściwie rysował się sam, a ja z rosnącym zaciekawieniem i przerażeniem obserwowałam jak powstaje[11].

Kolejnym wyznacznikiem komiksu psychologicznego jest wysunięcie na pierwszy plan życia psychicznego bohatera, kosztem jego działań. Jerzy Szyłak pisze o Blakim Skutnika i Konwerskiego: (…) w ich komiksie w ogóle nie ma akcji w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Blaki został przedstawiony nie tylko jako bohater, który nie dokonuje żadnych heroicznych czynów, ale jako istota, w której życiu nic się nie dzieje. Toczy się ono zgodnie z jakimś ustalonym porządkiem, składa z rutynowo powtarzanych czynności, polega na trwaniu w czasie i przestrzeni[12]. Przy czym jednocześnie życie Blakiego (…) nie jest wcale nudne. Owe »przerwy na kawę«, które Skutnik przedstawia na obrazkach, służą Blakiemu do obserwacji dookolnej codzienności i snucia refleksji, które nie muszą mieć wielkiego ciężaru gatunkowego, opierają się jednak na bacznej obserwacji świata i samego siebie. Są to momenty, w których bohater komiksu przeżywa najbarwniejsze przygody w swoim życiu - dokonuje wielkich odkryć i wyrusza w podróże w nieznane. Cóż z tego, że to w sobie Blaki odkrywa coś, czego istnienia nie podejrzewał, a wielkich odkryć dokonuje na własnym podwórku lub podczas jazdy pociągiem nie wiadomo skąd, do nie wiadomo dokąd? Ważne, że są to odkrycia ważne i przynoszące radość. W przeciwieństwie do tych bohaterów postmodernistycznych opowieści, którzy snuli nic nie znaczące narracje, by zagadać bezsens własnej egzystencji, Blaki dokonuje tego, co Charles Taylor nazwał »epifanią codzienności« - odnajduje w otaczającej go rzeczywistości ład, harmonię i poczucie, że w tym świecie jest u siebie[13].

W jeszcze większym stopniu zminimalizowana została akcja w komiksach Joanny Senackiej i Sylwii Resteckiej. Agnieszka Kłos, opisując ich twórczość, pisze wprost o prezentowaniu nic nie robienia[14]. Bohaterki tych komiksów[15] nie wykonują niemal żadnych działań, po prostu opowiadają o swoich emocjach, wyobrażeniach i nadziejach. Ale właśnie w ich rozmowach i gestach jest zasadnicza treść tych komiksów: Sanecka i Restecka opowiada o życiu szarych kobiet w szarej rzeczywistości współczesnej Polski. Ultrarealistyczne, oparte na przetworzonych zdjęciach rysunki tworzą złudzenie podglądania realnego życia bohaterek przez ukrytą kamerę.

Podobną statyczność widać w noweli Piotra Kani On, Obraz i Ona[16]. Przez trzy strony komiksu w sensie akcji nie dzieje się nic: bohater pije po prostu herbatę i rozmyśla o kobiecie, w której się zakochał. Ale w tym komiksie najważniejsze są wspomnienia i towarzyszące im emocje. Znaczący jest tu sposób, w jaki Kania rysuje mowę niewerbalną swojego bohatera, zwłaszcza szereg gestów wskazujących na intensywne myślenie, zastanawianie się (pocieranie dłonią brody, dotykanie czoła). Tym samym rysownik podkreśla, że o ile w widzialnej przez nas rzeczywistości nic się nie dzieje, to jednak w psychice bohatera dzieje się bardzo wiele.

Charakterystycznym elementem komiksu psychologicznego jest dechronologizacja budowy fabularnej i nasilenie introspekcji. Zabieg ten pojawia się w wielu klasycznych powieściach psychologicznych, jak choćby w powieści Pani Dalloway Virginii Woolf, której akcja zewnętrzna obejmuje zaledwie jeden dzień, ale snute przez bohaterów retrospekcje rozciągają się na cały okres ich życia. Jako komiksowy przykład tego samego rozwiązania można wskazać Dziesięć bolesnych operacji[17] Dominika Szcześniaka i Macieja Pałki. Komiks ten również rozgrywa się w ciągu jednego dnia, jednak na skutek wplatanych co chwilę retrospekcji akcja rozpada się właściwie na szereg luźno powiązanych ze sobą scen. Dodatkowo w komiksie pojawiają się sekwencje, w których różne osoby opowiadają o swoich relacjach z głównym bohaterem. Dygresje te zdają się być zawieszone w czasie, jak uwagi poczynione na marginesie. Wszystko to sprawia, że trudno w przypadku Dziesięciu bolesnych operacji mówić o posiadającej logiczny tok fabule, jednak z drugiej strony rozsypane w komiksie sceny układają się jak mozaika w zwarty obraz życia i funkcjonowania głównego bohatera.

Dominacja sfery psychicznej bohatera nad jego działaniami podkreślona może być poprzez szereg rozwiązań graficznych. Jednym z najczęstszych jest takie rozplanowanie kadru, aby w centralnym jego punkcie znalazła się głowa lub czoło rozmyślającego bohatera. Zabieg ten wizualnie wskazuje czytelnikowi, iż w chwili obecnej główną areną „dziania się” jest umysł protagonisty. Z kolei Agata Nowicka wskazuje na refleksyjność rysując siebie leżącą (Ja w ogóle lubię rysować swoje bohaterki jak leżą, w rzucie z góry. To jest taki moment zatrzymania, inwentaryzacji życia – mówi w wywiadzie[18]).

Innym rozwiązaniem graficznym może być swoiste „zamrożenie” akcji komiksu poprzez wielokrotne powtórzenie tego samego kadru. Skrajnym przykładem jest tu nowela Blaki: Wróg, która niemalże w całości (5 stron) składa się z powtórzenia tego samego kadru: Blakiego siedzącego przy stole, palącego papierosa i snującego swoje rozważania. Twórca wprost tym samym wskazuje, iż rezygnuje z tradycyjnie rozumianej akcji, pozostawiając jedynie czytelnika sam na sam z bohaterem.

Jeszcze innym wariantem podniesienia psychiki protagonisty do rangi pierwszoplanowego bohatera jest przełożenie jego myśli na konkretne obrazy i umieszczenie ich na komiksowej planszy w dymkach, czyli tam gdzie tradycyjnie powinny pojawić się teksty i myśli. Tym samym zwizualizowane myśli bohatera stają się po prostu częścią świata konwencjonalnego, na równi z każdym innym elementem komiksu. Zabieg ten zastosowany został np. w noweli Blaki: Drzewo.

Czwarty wyznacznik komiksu psychologicznego, czyli rezygnacja z przedstawienia charakteru bohaterów jako jednolitego, stałego zespołu pozytywnych cech, wiąże się z silnym zainteresowaniem twórców współczesnej kultury masowej postmodernizmem i moralnym relatywizmem.

Bohater utworów psychologicznych często nie jest postacią pozytywną, przynajmniej nie jednoznacznie. Trudno uznać go za wzór do na śladowania, zamiast podziwu budzi co najwyżej politowanie i znacznie częściej jest przedmiotem niż sprawcą wydarzeń. Można zatem stwierdzić, iż protagonistami komiksów psychologicznych zazwyczaj są antybohaterowie, których Michał Błażejczyk opisuje następująco: Kiedy inni nadstawiają karku za Ideały, oni wolą leżeć przed telewizorem i żłopać piwo. Mogą też być nieudacznikami i frustratami. Dezerterami. Słabeuszami. Tępakami[19].

W powyższy opis idealnie wpasowuje się Leszek, bohater komiksu Dziesięć bolesnych operacji. Jego życie to nieustające piekło, które jednak sam dla siebie stworzył. Nienawidzi swojego życia i samego siebie. Nienawidzi ludzi, którzy go otaczają i każdego z nich traktuje jak wkraczającego w sferę osobistą intruza. Nienawidzi właściwie całego świata, czego symbolicznym wyrazem jest irracjonalny strach przed wychodzeniem z domu. Leszek nie akceptuje rzeczywistości, w której przyszło mu żyć, nie robi jednak nic, żeby ją zmienić. Przeciwnie, biernie przyjmując to, co mu los przyniesie, będąc nieuczciwym wobec siebie i innych dokonuje systematycznej destrukcji swoich relacji z najbliższymi.

Charakterystyczny dla utworu psychologicznego jest fakt, iż pokazane w nim postacie zachowują się zmiennie, przejawiając różne cechy charakteru w różnych sytuacjach. Czasem te konstelacje cech i zachowań wydają się paradoksalne i stanowią emanację przekonania twórcy, że motywy postępowania człowieka tkwią głęboko w jego irracjonalnej naturze, tym samym nie podlegają logicznej analizie. Częściej jednak twórca sugeruje, że owe paradoksy można wytłumaczyć korzystając z wiedzy psychologicznej, zwłaszcza psychoanalizy.

Tak właśnie jest w przypadku Leszka; jego dziwaczne, irytujące zachowania w gruncie rzeczy są silnie uaktywnionymi mechanizmami obronnymi, a zwłaszcza jednym z nich określanym jako projekcja[20]. Leszek sądzi, że żona go nienawidzi, ale w rzeczywistości to on sam jej nie cierpi; uważa swego syna za złe dziecko, ale nie widzi, że to on jest złym ojcem; oskarża całe swoje otoczenie o wrogość, jednak faktycznie sam zachowuje się agresywnie i odpychająco. Długotrwałe tkwienie w tym rozbudowanym systemie projekcji, powoduje u niego zniekształcenie obrazu rzeczywistości i własnej osoby, a w konsekwencji zniekształcenie osobowości: Leszek przyjmuje obronny, pasywny styl życia, pełen przesadnie sztywnych, a niekiedy wręcz kompulsywnych zachowań (przykładem znakomita scena ilustrująca przymus spuszczania wody w sedesie).

Nie wiemy co jest przyczyną takiego stanu rzeczy (na podstawie psychologicznej wiedzy można przypuszczać że źródłem problemów Leszka są jakieś doznane w dzieciństwie urazy). Jednak zachowanie Leszka, choć na pierwszy rzut oka absurdalne, w rzeczywistości jest klasycznym przykładem ciężkiej postaci nerwicy i lęków społecznych, które nie leczone przekształciły się w agorafobię[21]: symboliczne odrzucenie świata zewnętrznego jako źródła nieustającego zagrożenia.

Jerzy Szyłak pisze w recenzji albumu Blaki, że zawiera on opowieści o tym co robi typowy bohater komiksów w przerwie na kawę, czyli w tych momentach, kiedy nie uczestniczy w żadnym istotnym z punktu widzenia akcji wydarzeniu. Rozwijając dalej tę metaforę można zaryzykować twierdzenie, iż komiks psychologiczny koncentruje się właśnie na tym, co pomija komiks przygodowy: na momentach życiowego zatrzymania, refleksji. Dla czytelników komiksu przygodowego momenty te będą zbędną dłużyzną hamującą akcję; jednak zebrane razem tworzą nową jakość. W zalewie przygodowych historii o niezwykłych światach i nadludzkich bohaterach, opowieść o emocjach zwykłego człowieka urasta paradoksalnie do rangi prawdziwej egzotyki – czegoś wyjątkowego, bo prawdziwego.

Oczywiście osiągnięcie w konkretnym komiksie psychologicznego realizmu nie jest równoznaczne z osiągnięciem komiksowego mistrzostwa. Łatwo można sobie wyobrazić komiksowe arcydzieło, które z realizmem (jakimkolwiek, nie tylko psychologicznym) nie ma nic wspólnego. Ale i odwrotnie: komiks realistyczny psychologicznie może być słaby artystycznie. Wiarygodna kreacja bohaterów i świata przedstawionego jest więc jedną z kilku dróg, które mogą zaprowadzić twórcę do artystycznego sukcesu.



[1] J. Filer, Psychologizm i psychoestetyka, Warszawa 1991, s. 19-20.

[2] Gwoli ścisłości muszę jednak dodać, iż Gaiman ma w swoim dorobku także komiksy stricte psychologiczne, jak np. Violent Cases (1987, rys. D. McKean) czy Signal to Noise (1992, rys. D. McKean).

[3] Graphic novel zazwyczaj definiowana jest jako utwór komiksowy o większej liczbie stron, skierowany do dojrzałego czytelnika. Por. S. Holcman, Jeszcze słowo o graphic novel, BELOW RADARS 2006, z dn. 30.12.2006, www.below radars.com.

[4] D. Wojda, K. Gawronkiewicz, Mikropolis. Przewodnik turystyczny, Wrocław 2001.

[5] M. Skutnik, K. Konwerski, Blaki, Warszawa 2005.

[6] J. Speina, Typy świata przedstawionego w literaturze, Toruń 2000, s. 110.

[7] Zob.: J. Szyłak, Poetyka komiksu. Warstwa ikoniczna i językowa, Gdańsk 2000.

[8] Zob.: W. James, Psychologia. Kurs skrócony, Warszawa 2002.

[9] J. Speina, Typy świata przedstawionego w literaturze, Toruń 2000, s. 114-115.

[10] A. Nowicka, Projekt: człowiek, Warszawa 2006.

[11] H. Rydlewska, Ciąża z pikseli, czyli komiks faktu, LABOLATORIUM REPORTAŻU (http://www.reporter.edu.pl). 03.10.2006.

[12] J. Szyłak, Blaki czyli życie w przerwach na kawę, ART & DESIGN MAGAZINE 2006, nr 15, art.webesteem.pl

[13] Ibidem.

[14] A. Kłos, Historie dla ubogich, ZESZYTY KOMIKSOWE 2005, nr 3.

[15] Zob. np. J. Sanecka, Senacka. Restecka, Sen, ŚWIAT KOMIKSU 2004, nr 36.

[16] P. Kania, On, Obraz i Ona, [w:] Komiks – Antologia komiksu polskiego, Warszawa 2000.

[17] D. Szcześniak, M. Pałka, Dziesięć bolesnych operacji, Warszawa 2007.

[18] autor nieznany, Ciąża to gotowy scenariusz, NASZEMIASTOPL 2007, z dn. 05.01.2007, www.naszemiasto.pl.

[19] M. Błażejczyk, Kim jest antybohater?, ZESZYTY KOMIKSOWE 2004, nr 1.

[20] Według klasycznej psychoanalizy projekcja polega na przypisywaniu innym ludziom własnych negatywnych uczuć, cech lub motywów postępowania, które zostały wyparte do podświadomości, ponieważ budziły lęk lub też nie były przez jednostkę akceptowane (A. Reber, Słownik psychologii, Warszawa 2000, s. 553).

[21] Agorafobia – uporczywy lęk przed przebywaniem na otwartej przestrzeni, wyjściem z domu, tłumem, miejscami publicznymi.

Monday, August 31, 2009

Dzień Bloggera!

Tak, ponoć to dzisiaj! Blogowe polecanki (wzorem tych z ubiegłego roku) sobie darowałem. Niewątpliwie ważne święto postanowiłem celebrować ożywczym wpisem podsumowującym upływające lato. Przez ostatnie miesiące trochę się pobyczyłem (aura nastraja do lenistwa), więcej pracowałem. Pocisnąłem 28 stron komiksów i sporo storyboardów do przyszłych projektów, czyli elegancko na czilaucie.

- Skończyłem swój rozdział "Scen z życia murarza". 8 plansz w kolorze. Trzecie podejście do tematu. Pierwsza wersja została w szufladzie, na drugą mogliście się natknąć w "Opowieściach Tramwajowych". Ostateczna wersja będzie w albumie. Kiedy? Wtedy gdy będzie. Przewidywalnego terminu nie ośmielam się podawać.


- Za miesiąc, na XX MFK(iG!) ukaże się nowy numer KOLEKTYWU. Razem z Bartkiem Sztyborem przygotowaliśmy 10 plansz nowego epizodu Najwydestyluchniejszego. Niniejszym dołączyłem do ekipy współpracowników tego dynamicznie rozwijającego się magazynu. Być może na stałe, gdyż Kolektyw wydaje się być fajną przystanią dla tej serii. Komiks miał tworzyć crossover z odcinkiem zaprezentowanym w nowym MASZINIE, ale w związku z przesunięciem wydania zina Tkachoza na przyszłoroczne WSK nic z tego nie wyjdzie. A szkoda.


- Właśnie składam komiks do CENTRALI. 10 stron akcji i atrakcji. Występują znani i lubiani w półświatku. Nawet zacytowałem (graficznie) Olgę Wróbel:


- Po równo 100 edycjach powróciłem na chwilę do Gildiowego (niegdyś WRAKowego) konkursu na pasek komiksowy. O jubileuszowej 200 edycji przypomniałem sobie w ostatniej chwili a szkoda, bo już na WSK padł temat aby zorganizować małe reunion z ludźmi, którzy kiedyś czynnie działali w cotygodniowych zmaganiach. A działali chyba wszyscy.

TUTAJ możecie zobaczyć pozostałe paski i jeśli macie profil na forku Gildii - głosujcie!

Kolejny wpis mam zamiar popełnić wcześniej niż z okazji przyszłorocznego dnia bloggera. :*

Tuesday, July 28, 2009

Aj waj!

Drodzy kochani!
Godai zamieścił dziś na swojej stronie wywiad z moją skromną osobą.
Klikajcie w obrazek:
Tymczasem ja zmykam do swoich kalkulacji i zwyczajowego knucia.
Znaleźć mnie możecie na Twitterze i Komiksomanii.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...