Tuesday, January 20, 2009

Muzyczne podsumowanie roku 2008 (część trzecia)

Pora na płyty do których będę wielokrotnie wracał i które wybrałbym gdybym musiał wytypować tylko trzy najlepsze albumy 2008. W komciu do poprzedniego wpisu Marceli typował, że wysoko u mnie będzie "Sunday At Devil Dirt" Isobel Campbell i Marka Lanegana. A jednak nie.

EELS - "Meet the Eels: Essential Eels Vol. I 1996-2006" & "Useless Trinkets: B-Sides, Soundtracks, Rarities and Unreleased 1996-2006"

Niedawno zdałem sobie sprawę, ze EELS jest zespołem, który słucham i którego jestem fanem najdłużej, bo od debiutu z 1997r. Moje inne muzyczne fascynacje dawno zweryfikował czas, lecz muzyka grana przez zespół pana E nadal sprawia mi przyjemność. Z okazji podsumowania pierwszej dekady działalności ukazały się dwie kompilacje: esenszial i różne b-sides. Co prawda w kwestii dyskografii jest mały mętlik od czasu gdy w zespole został sam Mark Ewerett. Przyjęło się, że do dyskografii zespołu zalicza się również solowe albumy i poboczne projekty lidera co zostało zasygnalizowane w omawianych wydawnictwach. W każdym razie dla mnie i zapewne dla większości fanów EELS historia zespołu zaczęła się gdy nagrywający wcześniej solo E, perkusista Jonathan "Butch" Norton i basista Tommy Walter zarejestrowali debiut w postaci „Beautiful Freak”. Album okazał się wielkim sukcesem jako popowa alternatywa dla sierot po Kurcie Cobainie a zespół do tej pory cieszy się wielką famą. W Polsce moda na EELS nie przyjęła się ale w USA zespół jest na tyle popularny, że piosenki pojawiały się w niezliczonej ilości soundtracków zarówno do filmów (choćby Shrek, Krzyk2, Roadtrip, Hellboy2…) jak też wielu seriali zahaczających tematyką o amerykańską obyczajówkę lub target młodzieżowy (Six Feet Under, Chuck…). Co ciekawe, zauważyłem że większość piosenek używanych w filmach pochodzi właśnie z debiutanckiej płyty. Po nagraniu „Beautiful Freak” z zespołu wykopano Tommiego. Obecnie jako Abandoned Pools uskutecznia niestrawny dla mnie poprock pozostając jednak z łatką „tego kolesia grającego na debiucie Eels”. Zresztą sam Tommy jakoś specjalnie nie odżegnuje się od tego skojarzenia. Trzeba przyznać, że muzycznie kuponów nie odcina. Jak dla mnie – niestety. Przez kilka lat trzon grupy stanowili E z Butchem. Koniec końców perkusista też wyleciał i okazyjnie udziela się jako muzyk sesyjny oraz koncertowy towarzysząc innym wykonawcom. Jako komiksową ciekawostkę dodam, że bębny Butcha można usłyszeć w soundtracku do 300. E nadal koncertuje i nagrywa z kolejnym składem jako niepodważalny lider i hegemon. ale muzycznie zauważalna jest nieobecność Butcha i jego charakterystycznej gry.


Na podwójnym wydawnictwie mamy przekrój z całej historii zespołu. Pomimo więc, że jest to „tylko” kompilacja umieszczam ją na samym szczycie. Takoż i filmiki z Youtuba z biegunów temporalnych działalności kapeli - Susans House (Live Pinkpop 1997) + My Beloved Monster Lollapalooza 2007.



Rozpisałem się o węgorzach, więc dwie pozostałe płyty załatwię lapidarnie:

SUN KILL MOON - APRIL

Mark Kozelek jest weteranem zaczynającym karierę jeszcze w latach ’80 pod egidą kultowego wydawnictwa 4AD. Nie znałem do tej pory jego nagrań. Najnowsza płyta skusiła mnie estetyką podobną do nagrań Jasona Moliny i jego projektów. Minimalne wymogi sprzętowe i bluesowe zacięcie w wykonaniu. Maksimum dwie gitary, bas, perkusja + podśpiewywanie pod nosem. W podobnym zestawieniu nagrywać prawdziwe piosenki potrafią jednak najlepsi, do których zacznę zaliczać również Pana Marka. Gościnnie na wokalu udzielił się Bonnie Prince Billy. Gdybym mieszkał na zadupiu USA słuchałbym tej muzy jadąc na ryby. Jako obrazek zapodaję Youngowy wręcz "Tonight The Sky".



BOWERBIRDS - HYMNS FOR A DARK HORSE

Co prawda album ukazał się w Stanach jeszcze w 2007, ale Europejską premierę miał w 2008 i z tego co widzę u innych łapie się w ubiegłoroczne rankingi. Narzekałem na rozczarowanie drugim albumem Bejrutu. Mam idealną odtrutkę. Bowerbirds grają rewelacyjne folkowe piosenki. Aranżacje są nieprzekombinowane, wręcz ascetyczne. Prym wiedzie akustyczna gitara i wokal (może nieco irytujący, sądząc po opiniach testerów). Skrzypce lub akordeon (na zmianę) wspierają melodię a całość wzmacnia bęben. Czyli minimalizm na ludowo, ale sama materia to pop.



No i to by było na tyle. Mój tegoroczny top prezentuje się w miarę przewidywalnie i bez większych ekstrawagancji. Pozostało mi wymienić jeszcze coś z rodzimego podwórka.

W kolejnym wpisie zagoszczą Polacy.

3 comments:

Marceli said...

Bowerbirds - bardzo tak. Dzięki za namiar, nie znałem wcześniej

pjp said...

I jest kadr z mojej ulubionej obecnie serii! Który został położony przez mojego ulubionego tłumacza! Hurra!

z-ka said...

Bylem przedwczoraj na koncercie Bowebirds (Bruksela). Maly rzeklbym pokoik. Max 150 osob. Sporo kawalkow z nowej plyty Upper Air (bedzie rewelacyjna - premiera chyba 4 lipca). Swietne naglosnienie. Godzina rewelacyjnej muzyki. Jestem pewien, ze niebawem bedzie glosno o tym zespole.
Pozdrawiam

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...