
Pierwszy numer nowego magazynu był eksplozją sztubackiej jazdy po bandzie. Twórcza anarchia w symbiozie z profesjonalną formą i elegancką oprawą. „Timofowa kreda” miała stać się standardem dopiero w odległej przyszłości więc na tle wszechobecnego brudnego xero magazyn prezentował się okazale. Ponadto, co ważniejsze za materiałem stała zaimprowizowana filozofia - prześmiewczy koncept na przegiętą masońską stylizację. Nic dziwnego, że przebojowa Cyrkielnia mocnym uderzeniem w jądra fandomu zapisała się historii polskiego komiksu.
W roku 1999 pismo zdobyło nagrodę „Kloca” przyznawaną przez Krakowski Klub Komiksu (ironia losu). Wręczenie wyróżnienia w kategorii najlepszego fanzinu za profesjonalnie wydany album na kredzie spowodowało ostrą reakcję Mateusza Skutnika i Dominika Szcześniaka - redaktorów xerowanych zinów: Vormkfasy i Zinia. Protest skutkował korespondencyjnym flejmem (sic!), który został opublikowany w Ziniu. Argumentem obozu xero oprócz „niezinowej” formy było przypuszczenie, że Cyrkielnia jest jednorazowym wybrykiem. Mijająca dekada potwierdziła powyższe wątpliwości.

Dlatego, że wydawanie magazynu rodem z końca XX wieku powoduje wizję młodego (ale drapieżnego) dinozaura, który swego czasu wpadł w szczelinę w lodzie, tam cudownie przespał miliony lat a teraz nagle zgłodniały wypadł z letargu i wrzeszcząc o gorącą posokę rzucił się wprost pod koła pędzącego tira. W mojej analogii kierowca tira to współczesny (przyjmuję, że komiksowo wyrobiony) czytelnik a pędząca maszyna to INTERNET. Komiksy publikowane w Cyrkielni są w większości świetnie narysowane ale zarazem bardzo pretekstowe, prostackie i wcale nie śmieszne. Żarty rysunkowe i kolaże to poziom codziennego spamu z demotywatorów. Chwila śmiechu z ładnej prowizorki, dla odmiany wydrukowanej na kredzie i w kolorze. W cenie 35,00 PLN.
Na 88 stron magazynu, komiksy zajmują niewiele ponad połowę. Połowa z nich jest zdatna do lektury. Dwa komisy wybijające się ponad przeciętną to „Straine” i „Bracia”. Pozostałe (jak również publicystyka) są artefaktami wygrzebanymi z wehikułu czasu, który niczym w piosence zespołu Dżem zabiera twórców patrzących na odbicia swoich starych ryjów w lustrze w czasy beztroskiej młodości. Cóż z tego, że młodość ta wypadła na czas komiksowej smuty? Cyrkielnia, która kiedyś mogła stanowić alternatywę dla Produktu (w rzeczywistości magazyn Śledzia wyssał z niej to co najlepsze – Minkiewiczów) jest obecnie rupieciem. W najlepszym wypadku znakiem czasów do których nie warto wracać w celach innych niż badawcze.
1 comment:
celnie
Post a Comment