Friday, October 12, 2007

B5 (numer trzeci) - kumoterska* "recenzja"

Jedną z premier tegorocznego MFK był nowy numer magazynu komiksowego B5. Tym razem na 120 stronach znalazło się miejsce dla 25 artystów. Radomska ekipa "Zakładów Komiksowych Włócznik" wspomagana siłami tak zwanej digartowej kliki i autorów związanych z wydawnictwem roku postarała się o zróżnicowany ale niestety nierówny materiał.

Ogólne wrażenia estetyczne są jak zwykle pozytywne: pismo jest solidnie wydane na grubej kredzie i z grzbiecikiem. Ciekawa okładka Jarka Zielińskiego (nawiązanie do Normana Rockwella) i charakterystyczny layout dopełniają pierwsze wrażenie. Można zabrać się za lekturę komiksów, którymi B5 jest wypełnione po brzegi. Mi osobiście brakuje wprowadzenia czy też słowa wstępu, zaprezentowania uczestników projektu aby można się było z grubsza zorientować z czym będziemy mieć do czynienia na łamach. Zauważyłem że kolejny raz redakcja czasem "zapomina" o podpisaniu komiksu nazwiskiem autora. Ostatecznie więc mógłby to być chociaż spis treści, który poprawiłby to niedopatrzenie. Ewentualnie można było użyć jednej z grafik promujących nowy numer.


Lekturę rozpoczynamy dwoma komiksami "powstańczymi" korespondującymi z toną utworków stworzonych na potrzeby konkursów i antologii poświęconych PW . O ile komiks Gierka to bezpardonowa prowokacja (gdyby autor wysłałby komiks na konkurs to pewnie "Powstaniec" zostałby komisyjnie spalony przez szanowne żyri), to "Wspomnienie" Timofa i Stefańca jest swoistym kuriozum. Komiks otrzymał specjalne wyróżnienie w konkursie Epizody Powstania Warszawskiego organizowanym przez Print Partner, ale mimo iż prezentował najwyższy poziom z nagrodzonych prac, nie znalazł się w podsumowującej konkurs antologii. Autorzy zgłosili lekko zmodyfikowaną wersję nowelki również do "konkurencyjnego" konkursu organizowanego przez Muzeum PW i wspieranego przez KG. O ile dla nikogo nie było niespodzianką, że tam komiksu nie zauważono, nieobecność w antologii EPW budziła pewne zdziwienie. Dzięki B5 otrzymujemy wyjaśnienie o co naprawdę poszło. Otóż, okazało się, że w zbiorku komiksów "ku czci" nie ma miejsca dla dziełka, którego bohaterkami są lesbijki. No cóż, taka mentalność.

Zakłamanie.


Kolejne komiksy w B5 to kolejno:
  • Dziesięć plansz "Nawydestyluchniejszego", o których jednak nie będę więcej pisał bo jako współautorowi mi nie wypada.
  • "Miasto demonów" Zygmunta Similaka. Początek prawie jak wzięty z "Miasta trędowatych" Birka. Całość niestety urywa się pozostawiając niedosyt. Graficznie w klimacie komiksów prasowych lub historyjek serwowanych niegdyś przez ś.p. Krakersa.
  • "ONI" Grzegorza Pawlaka. Mangowato-bełkotliwe. Miejscami ładne kontrasty w grafice.
  • "Jak bóg dopuści, to i z kija wypuści" Jacka Świdzińskiego, czyli kolejny występ znanych i lubianych głowonogów Głowonuka. Lektura sympatyczna ale zdecydowanie jednorazowa.
  • "Pies" Kitchenbizmo. Autorka na swoim stałym (wysokim) poziomie. 12 kadrów, dwie plansze, charakterystyczna kreska i niewymuszony cierpki humor.
  • "Zapomnienie" Sleepwalkera. Niezbędna korekta i próba opanowania kreskowego "sianka". Na razie to jest średnio udana, dość pretensjonalna wprawka.
  • dwuplanszówka Nikodema Cabały i Jonasza 3004. Ktoś pomylił kolejność stron, co spowodowało że szort co prawda nie stracił sensu, ale diametralnie zmieniła się pointa. o_O' Ostatni kadr przysłowiowo "miażdży mosznę".
  • "Szczwana Suczka" Jarka Zielińskiego. Pure nonsens w smacznej oprawie. Janostaw ma krechę dopracowaną a bezkompromisowością podejścia do materii scenariusza bije na głowę Konrada Papugę (o którym później).
Następnym komiksem jest trzynastoplanszowy western "Pewnego razu na..." autorstwa Pawła Sambora i Bartka Sztybora. Trzynastka w pewien sposób pechowa, bo niczym zdyskwalifikowany na ostatnich metrach Korzeniowski, Sambor zaczepia się o własne sznurowadła i zamiast zakończyć sugestywnym splaszem, wypierdala się z hukiem zamykając w małych obrazkach i zarzynając bezsensownie pointę. Będę namawiał autorów do narysowania dłuższej wersji tej historii i naprawienia swojego finiszowego babola. Gdyby dodać jakiś wątek i kilka scen oraz ładne całostronicowe zakończenie (+ kolor), otrzymalibyśmy materiał na ciekawy zeszytowy oneshot.
Poza zjebaną końcówką, komiks od pierwszego kadru jest bowiem klasą samą w sobie i potencjalnym hitem. Inspirowane Bisleyem sceny rzezi uskuteczniał już kiedyś Filip Myszkowski, ale nigdy (do tej pory) nie miał okazji posiłkować się scenariuszem Sztybora - co czyni oczywistą różnicę.

Co dalej?
  • "?" Rafała Spórny - czyli odwieczne pytanie "DLACZEGO?". Fajna zabawa z formą i morał. Gdy człowiek przestaje dziwić się światu, może zacząć pakować manatki. Niezłe, ale nie wiem dlaczego bardziej pasowałoby mi do JEJU niż do B5. Może ze względu na głębię scenariusza? :)
  • "Komiks o świniach jedzących gówno" Tomka ASU Pastuszki. Tytuł mówi za siebie.
I w tym momencie nadchodzi pora na komiks numeru. "Biały miś" Piotrka Jaszcza Nowackiego i (niespodzianka) Bartka Sztybora. Pierwotnie komiks został przygotowany do edycji w "fabrycznej" odsłonie zina JEJU, ale redaktor naczelny (ASU) z nieznanych powodów uznał komiks za słaby. No cóż, Tomek Pastuszka nie raz udowodnił że najwyraźniej czuje się lepiej w komiksach o świniach jedzących gówno i może po prostu ma zbyt przytępioną wrażliwość (albo redaktorski węch(sic!)) żeby "wyczuć" rewelacyjny komiks. Nawet jeśli ma go przed oczami... No szkoda. Na szczęście, podobnie jak w przypadku "Wspomnienia" Timofiejuka i Stefańca, na ratunek znowu przychodzi B5. Metoda niewybrzydzania tym razem na szczęście sprawdziła się w stu procentach za co czytelnik powinien podziękować zarówno autorom jak też redakcji.
"Biały miś" jest potwierdzeniem tego co pisałem na temat Jaszczębia przy okazji premiery albumowego wydania "Mutującej Teczki". Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze kolorów Norberta Rybarczyka. Może przy okazji jakiejś przyszłej antologii moje marzenie się spełni?

Koniec masturbacji nad dziełem kolegów. Przechodzimy dalej:
  • "Idea Obscura" Migacza i Wojtasia. Sympatyczna i profesjonalna jednoplanszówka.
  • "Krzew gorejący i czarny Mojżesz" Mazola. Underground pełną gębą. Taki prosto z Nowego Yorku z połowy lat '60. Autor rysował ten komiks paląc skręta i słuchając The Velvet Underground (ewentualnie Zappy).
  • "Owca po drugiej stronie lustra" Sseleny. Autorkę znamy z poprzedniego B5 i gościnnego występu w "Outsajdersach" Gierczaka. Przed nią oczywiście wielka komiksowa kariera. Jest na dobrej drodze: stworzyła charakterystyczną bohaterkę komiksową (Owcę), która niczym stary dobry jeż Jerzy przeżywa przygody niczym z komiksów Prosiaka. Mimochodem zrobiło nam się zoo, lub (jeszcze lepiej) folwark zwierzęcy. A może nie folwark, tylko farma? Łotewer.
  • "Codzienność" Agnieszki Rogulskiej - pomysłowo zrealizowana jednoplanszówka o żywocie czworonoga.
  • Też codzienność, ale tym razem Lorda Vadera. I znowu Nowacki ze Sztyborem.
Kolejnym komiksem wybijającym się ponad przeciętność jest "prasówka". Drugi komiks Świdzińskiego w B5 moim zdaniem jest lepszy niż głowonogi. Sporo rozbrajających gagów, w tym świetna parafraza planszy z Esenszial Spajder-mana podana w stylu Czeczota i fajne nawiązania do bohaterów popkultury (rewelacyjny Mickey Rourke). Takie komiksy jak "prasówka", czy "komiks o mojej matce" chciałbym w przyszłości znaleźć w albumie (koniecznie grubym jak esenszial) Jacka. Bardzo dobry kwaśny stuff i obyczajówka w jednym.


Co dalej?
  • Jednoplanszówka Lecha Chłopeckiego. Sympatyczna, ale zapchajdziura.
  • "Toys" Simona. Żart który mógł się zmieścić w pasku, rozciągnięty na cztery strony. Widać, że pod koniec forma siada. Graficznie jest średnio, ale cóż że są to wyżyny niedosiężne dla większości takiego netkolektywu, skoro komiks jest po prostu słaby?
I dochodzimy do żelaznej części programu. Mocne zakończenie w postaci autorskiego działu komiksów Konrada Papugi. Konrad robił kiedyś w Chichocie za zmiennika Janka Kozy i to co robi obecnie to podobna szufladka. Dodam więcej, jest to również podobny poziom (różnica jest taka, że Kozę wydaje KG, a Papugę Timof). Solidnie wypada spóła autorska z Janostawem. Panowie powinni zdecydowanie częściej współpracować.

Czwarty numer magazynu planowany jest (oby) na marcowe WSK. Redakcja ma więc sporo czasu na podniesienie poprzeczki, wyeliminowanie niedociągnięć i przygotowanie świeżego materiału. Rozwój to podstawa. Na razie B5 jest magazynem komiksowym nieco na wyrost. Mimo profesjonalnej formy wydania jest to ciągle zin, któremu dużo brakuje do merytorycznego poziomu Produktu, chociażby z najsłabszego okresu działalności.


*Tak. Recenzja jest kumoterska i już z samego założenia nacechowana skrajnym subiektywizmem. Większość autorów znam, jeden jest moim wydawcą (w tekście podlinkowałem go trzy razy. Klikajcie i zamawiajcie komiksy!) , z kilkoma współpracowałem lub współpracuję. Wspólne piwko już wypiliśmy bądź wypijemy w przyszłości.
Jednocześnie, mam nadzieję że moje sugestie i uwagi w jakiś sposób pomogą szanownej redakcji.

Ponadto chciałbym dodać, że powyższa recenzja jest naszpikowana linkami. Nie bez powodu. Masa materiału zawartego w B5 jest dostępna również w necie. Wystarczy poszukać aby samemu się przekonać czy warto wyłożyć kilka złotych na tą pozycję.

10 comments:

Banaś said...

Nie podoba mi się za bardzo jak piszesz o Asu. Jest to głęboko niesprawiedliwe - Wasz komiks odrzuciliśmy kiedyś z powodu kadrowania odciętego penisa i jednoczesnego nawiązania do religii. Tak więc pisanie o tym, że Asu nie jest wrażliwy artystycznie i że gówno i świnie, jest po prostu nie na miejscu. Przypominam, że Tomek popełnił wiele komiksów, które świadczą o czymś całkowicie przeciwnym. Apeluję o więcej umiarkowania w ocenach. Pozdrawiam!

Maciej said...

Najwyraźniej za bardzo zasugerowałem się komiksem o świniach jedzących gówno.

Jarosław said...

Masz racje, brak wstępniaka rzuca się w oczy, coś takiego by się przydało, a co do Produktu to nigdy nie aspirowaliśmy to tworzenia magazynu o podobnym poziomie, to wszystko cały czas tylko i wyłącznie hobbystyczna zabawa, zin mimo że na dobrym poligraficznym poziomie,
brak podpisów jest tylko przy komiksach podpisanych, przy twoim komiksie mocno rozpoznawalnym to nie przeszkadza zwłaszcza, że wyraźny podpis autorów jest na końcu (ja osobiście bym podpisał, ale naczelnemu się nie chciało literek wklepywać)
mimo wyłapywanych przez czytelników baboli każdy kolejny numer to chyba jednak kroczek do przodu

ha, mylisz się Macieju, komiks Asu nie miał żadnego tytułu,

Maciej said...

Na destyluchu podpisałem autorów specjalnie żeby nie dokładać wam dodatkowej roboty. Wychodzę z założenia, że najlepiej jak się we własnym zakresie wszystkiego dopilnuje samemu.

A komiks Asu faktycznie nie miał tytułu, ale chciałem go jakoś opisowo nazwać żeby rzesze czytelników mojej recenzji wiedziały o czym plotę.

I tak, zgadzam się że bardzo przedmiotowo posłużyłem się przykładem tego komiksu. Przypasował mi do retorycznej galopady.

Jaszczu said...

Ach Maciej, dzięki za dobre słowo o Białym Misiu ale z tymi docinkami w kierunku Asu to popłynąłeś. Po pierwsze jeśli chodzi o odrzucenie komiksu to jako naczelny ma do tego pełne prawo i może się jak najbardziej kierować własnym gustem. Miś jest na tyle specyficznym tworem, że pewnie znajdzie się tyle samo jego zwolenników co przeciwników. Ja ten komiks akurat pokochałem miłością pierwszą jak tylko przeczytałem scenar. I chyba nigdy tak dobrze się nie bawiłem rysując (mimo, że rysowałem go będąc chorym:)) Asu zachował się bardzo wporzo bo dał nam drugą szansę, której też niestety nie wykorzystaliśmy ale przyjęliśmy krytykę ze skruchą i pokorą(które to cechy obaj wyssaliśmy z orenżadek w proszku). Asu to dobry komiksiarz i dobrze wiesz, że komiks o świniach nijak nie może uchodzić za jego wizytówkę. Oczywiście recka B5 to Twój tekst i możesz w niej pisać co Ci się żywnie podoba. Nie bez kozery nazwałem Cię na moim blogasie komiksowym awanturnikiem bo pióro (a raczej klawiaturę ) masz cięte. Łączmy się w pary kochajmy się:)

Maciej said...

Masz rację. Jeju to "dziecko" (czy też "piaskownica" albo "boisko") Asu i gramy na jego zasadach.

Faktycznie, pojechałem po bandzie. Niemniej jednak obecność "Białego misia" obok "komiksu o świniach..." wydała mi się przewrotnością losu.

Uważam misia za komiks numeru, ale tu już wkraczamy w dyskusję o gustach. (Dla przykładu Gilbaert napisał mi że gdyby był naczelnym zina to by tego komiksu do swojego zina też nie wziął). W każdym razie gratuluję również znalezienia się w katalogu MFKowym Waszego drugiego komiksu, który też został odrzucony z fabrycznego jeju.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Tak samo liczę, że z małego fermentu który posiałem w swoim tekściku też wyjdzie coś lepszego niż smród.

mazol said...

Jeju, ale dużo napisałeś. Az wziąłem B5 żeby czytając na bieżąco sprawdzać. No i z większością się zgadzam... no może oprócz stwierdzenia "Dodam więcej, jest to również podobny poziom (różnica jest taka, że Kozę wydaje KG, a Papugę Timof)" bo dodał bym jeszcze, że Koza umie rysować, a jeżeli mówimy tu o podobieństwie to również, że Koza był pierwszy bodajże.

Jak dla mnie komiksem numeru są głowobogowie- sam już nie wiem ile razy to wcześniej czytałem i ciesze sie, że mam je teraz w domu na papierze.

A no i dodam coś czego zabrakło w twoim opisie: W B 5 znajdziemy również kolejną odsłonę "Najwydestyluchniejszego" autorstw Macieja Pałki i Bartosza Sztybora- cenionego digartowego poety. Tym razem autorzy gubią czytelników którzy po poprzednich częściach chcieli by w końcu odnaleźć motyw pozwalający połączyć porozsiewane po zinach historie w jedną wspólną całość(obstawiam że to ściema i się wcale nie złorzy). Niestety jest to kolejny fragment bez odciętego penisa.

Tak czy sie piękna, kumoterska i bardzo dokładna recenzja.

A z Tym Zappą miałeś racje oczywiście.


p.s. A komiks o świniach jest piękny

Jarosław said...

Papuga również umie rysować i całe szczęście nie kopiuje Kozy, którego wcale wcześniej nie widział zanim zaczął rysować swoje komiksy, swoją drogą Konrad nie widział też komiksów Śledzia :) co jest nieco dziwne na tym małym hermetycznym ryneczku. Z tego co wiem Konrad zna Thorgala (nie widzę nawiązań w jego komiksach) i kilka gwiazd porno....

mazol said...

Bynajmniej nie przypuszczam ze Pan Papuga zrzyna z Pana Kozy, właśnie staram sie podkreślić, że są pomiędzy nimi różnice. Co do rysowania to nie wiem czy umie, czy nie bo w komiksach raczej stara sie to ukryć, a Koza pomimo, że też sie stara, czasem lubi przywalić fachową anatomią albo jakimś skrótem. a Thorgala chętnie bym poznał, chociaż wolał bym Kris...

głowonuk said...

heh, znał nie znał, obecnie raczej za mocno go zna (gdy zaczynałem rysować komiksy znałem tylko mamę, tatę i rodzeństwo, a nie przeszkodziło mi to rżnąć w dupala nawet marka bagleja).

hmmm, komiks ASu jest jednym z najlepszych w całym B5.

hej, "umiarkowanie w ocenach" byłoby nudne, zwłaszcza na blogu!

bardzo dobra recenzja, a zwłaszcza dobre jest to, że czekasz na esentsziala. na razie mogę obiecać tylko grube okładki i mistrza komiksu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...