Wednesday, February 13, 2008

Strange Places - step baj step, uuuu bejbe! (1)

Jak zapowiedziałem wczoraj, zaczynam prezentację postępów pracy nad komiksem "Strange Places".Cele prezentacji są dwa. Dla mnie jest to swojego rodzaju motywacja do skończenia komiksu i pamiątka do przyszłego archiwum. Cel ogólny to ambicja stworzenia materiału dydaktycznego w postaci poglądowej . A nóż, komuś przyda się w pracy nad własnym komiksem coś co tu sobie u mnie podpatrzy? Na pewno nie będzie to typowy tutorial i mam świadomość, że wartość poznawcza w pokazywanych samplach i etapach jest raczej znikoma a w najlepszym razie oczywista. W każdym razie liczę, że coś tu się wykluje.

W pierwszym odcinku krótkie podsumowanie dotychczasowych zmagań.


1. Scenariusz.

Autorem jest Jerzy Szyłak. Historia powstała w połowie 2005 roku. Po ostatnich poprawkach scenariusz wylądował u mnie. Co pewien czas, odkurzam go i sobie czytam. Po czytaniu powinien nadejść etap realizacji. Z tym już jest niestety trudniej.

Jerzy Szyłak założył, że komiks będzie liczył 46 plansz. Do tej pory skończyłem 23 plansze. Według scenariusza jestem na 19 stronie. Scenarzysta nie jest szczególnie apodyktyczny pod względem kompozycji planszy. Opisuje kolejne sceny i ujęcia a nie skupia się na układzie kadrów na planszy (zdarzają się oczywiście wyjątki). Ja traktuje dość dowolnie kadrowanie w scenariuszu. Czasami jak mam ochotę i możliwość to udaje mi się zawrzeć całą scenę w jednym obrazku, a czasami potrzebuję dorysować płynną sekwencję lub kadr z "przestojem" albo jakąś pokazówką. Będzie to widać za chwilę.

2. Próby i błędy - koncepcja oprawy graficznej.

Na początku chciałem całość namalować, ewentualnie narysować w kolorze z wykorzystaniem wszelkich dostępnych środków. Pierwsze podejście do tematu:


To jednak nie było to. Technika mieszana wygląda bardzo efektownie czego najlepszymi przykładami są Glinno, Lovecraft czy komiksy Wojtka Stefańca. Mieszanie rysunku tuszem, ołówkiem, kredkami, z farbami akwarelowymi, gwaszami, akrylami, pastelami, węglem... Wymieniać można jeszcze długo. Minus jest jeden ale ciężki do zignorowania. Jest to technika czasochłonna i szczególnie brudząca. Niestety nie mam pracowni i rysuję zazwyczaj na kolanie. Z drugiej strony chciałem żeby komiks był wykonany ręcznie a nie ze wspomaganiem komputerowym. Na moim etapie umiejętności malarskich, każdą planszę musiałbym cyzelować w fotoszopie.

Myślę, że jeden album rocznie (przy rysowaniu hobbystycznym) to plan realny. Jeśli zostałbym przy technice mieszanej, to Strange Places leżałoby na warsztacie jeszcze kilka kolejnych lat.
W związku z tym, drugie podejście wyglądało tak:


Ta sama scena co poprzednio.

Zrezygnowałem z malowania na rzecz rysunku brązowym tuszem, koloru akwarelką i wyciągnięciu detali czarnym tuszem. Wygląda to nawet fajnie i z przyjemnością kiedyś zrobiłbym komiks w tym stylu. Niestety, na tym etapie dochodzi kolejny problem - druk.

Właściwie nawet nie tyle druk jako taki co druk u Timofa, który zadeklarował się że chciałby wydać ten komiks.

Jaka jest specyfika polskiego mikroryneczku komiksowego wiedzą chyba wszyscy zainteresowani tematem. "Strange Places" jest częścią nieregularnego cyklu komiksów o Benku Dampcu. Pierwszy album wydała dawno temu ś.p. Mandragora, zbiór szorciaków opublikował Timof. Od pewnego czasu wszystkie komiksy Jerzego Szyłaka ukazują się właśnie pod szyldem Timofa, co niesie ze sobą oczywiste plusy i minusy.

Zważywszy zarówno na jedne jak i drugie (oględnie mówiąc o mimochodem wspomnianych) stwierdziłem, że jedynym rozsądnym wyjściem będzie narysowanie komiksu w czarni i bieli (ewentualnie w szarościach).

Trzecie podejście zatem wypadło tak:

Ostateczna wersja pierwszej sceny. Z efektu jestem zadowolony. Pod koniec, jak już będę dysponował kompletem plansz, wszystkie jeszcze lekko podretuszuję usuwając wyłapane babole.
Taka metoda rysowania sprawdziła się w moim przypadku przy realizacji czwartego odcinka "Domu Żałoby". Jedna plansza to 2-3 godziny pracy. Ręczna robota. Wsparcie elektroniczne właściwie zredukowane do niezbędnego minimum. Co najlepsze, z każdą następną stroną ręka rozluźnia się coraz bardziej i kreska staje się pewniejsza przy jednoczesnym zachowaniu spójnego stylu. Dzięki temu nie będzie potrzeby poprawiania i przerysowania plansz w nieskończoność.


c.d.n.

3 comments:

gilo said...

bardzo ciekawy i dobry wpis. więcej takich!

klos said...

Widzę, że się męczysz koncepcyjnie ;-) Każda z wersji coś w sobie ma. Ale przyznam, że gdybyś całość wyciągnął tak jak pierwszą wersję by był hit i poklask. Mi się podoba każda wersja, ale najmniej chyba środkowa.

W sumie trochę żałuję, że nie pociągnąłeś tematu z tej pierwszej wersji bo to jednak by było oryginalne. Czerń i biel albo komputerowe kolory teraz rządzą wszędzie więc fajno coś innego zobaczyć.

mazol said...

A mi srodkowa najbardziej, jest czysciej niz w gornej, wyrażniej, zupelnie inny klimat i świetny styl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...