Thursday, April 10, 2008

Komiks ma wyglądać

Kuję żelazo póki gorące i wracam do idei przeprowadzania na blogasku wywiadów.
Tym razem porozmawiałem z artystą którego twórczość znajduje się wręcz na komiksowych antypodach tego co prezentował przesłuchiwany poprzednio Mateusz Liwiński.

Tak więc, po "undergroundowych wykwitach" przychodzi pora na rozbuchane "plecy konia" w pełnym tego słowa znaczeniu.

Przed Państwem Arek "Kirkor" Klimek!

(owacja na stojąco w wykonaniu redaktorów KaZetu - tych co potrafią korzystać z googla)


Pała - Arku, mam okazję porozmawiać z Tobą na kilka dni przed oficjalnym ujawnieniem dużego projektu nad którym od kilku miesięcy pracujesz.
Powiedz, co się zmieniło w Twoim zawodowym życiu od czasu jak sprzedawałeś kebaby?

Kirkor - Jakbym miał opisać te pięć lat, myślę, że wszyscy by posnęli.
W skrócie - Związałem się z Krakowską grupą PARTSTUDIO - twórców rzeczy różnych, ale głównie obracających się w obszarze komiksu. W międzyczasie popełniłem dwa paszkwile (Strażnicy Orlego Pióra) dla Śp. Przemka Wróbla, któremu jestem wdzięczny za to , że zaryzykował, stawiając na mnie. Potem jakieś Likwidatory, jakieś Antologie 11/11, w sumie tego nie było dużo.

Przez cały czas naginałem storyboardy dla firm różnych, co wymagało ode mnie przerzucenia się z kartonu na reala i sprostaniu wymogom czasowym zleceniodawcy - czyli wszystko w pytę i na wczoraj. Mój rekord szybkości to było 50 rysunków full wypas detal real w kolorze - siedziałem wtedy chyba ze 20h nad całością. Ale z czegoś trzeba żyć, nie?

Oprócz tego wszystkiego siedzę od nowa nad pierwszym z albumów które planujemy zrobić od lat 4 z Michałem Gałkiem.

P - No właśnie, miałem zapytać o ewolucję Twojego stylu. Z pierwszych publikacji kojarzyłem Cię z takiej amerykańskiej, kanciastej i lekko cartoonowej krechy. Tymczasem teraz mam wrażenie, że rośniesz na nowego Bogusława Polcha. Czyżby bardziej inspirował Cię komiks europejski?

K - Maćku, obawiam się że po twoim pytaniu zostanie mi przyklejona etykietka - ten od Polcha, jeden już zresztą usilnie chce mi ją przykleić - my już wiemy kto :)

Ja wychowałem się na komiksach Bogusława Polcha, Jerzego Wróblewskiego i Grzegorza Rośińskiego. Nasiąkłem nimi nawet zanim zacząłem składać zdania - urodziłem sie w 1976 -a już jako trzylatek pamiętam trzymałem w rękach "kololową gaziunię "Relax" - wyobrażasz sobie jaki to ma wpływ na umysł trzylatka? Mam kochanych Rodziców :D Więc nic dziwnego, że kolaż ten sprawił to co teraz widzicie. Zawsze chciałem tak rysować.

Wcześniejszy styl inspirowany był Hameryką, bo był mało wymagający, a dodać muszę tylko, że wtedy niewiele umiałem. A jak sie niewiele umie to walisz czernią gdzie popadnie. Nie powiem, w tamtym okresie to co robiłem było fajne, spoczo i ok. teraz patrzę na to z uśmiechem.

Wiesz, Hameryka nigdy nie była moim przystankiem docelowym. Prawdę mówiąc szacunek mam tylko do paru rysowników z tamtej półki - Barry Windsor Smith, Geof Darrow, Ramos, Risso i Mignola.
To w Europie zapuściłem korzenie przed Hamerykańskim zalewem TM Semic superspiderów.
I tam zmierzam.


P - Jaki format preferujesz? Zesztówki, czy albumy?

K - Co do formatów wydań, no cóż. Na razie miałem do czynienia z zeszytami - wiesz, je się rysuje szybciutko. W moim przypadku - 15- 20 dni na czerń i biel. Z albumem to już inna sprawa - po pierwsze wcześniej nie czułem się na siłach tego zrobić, brakowało umiejętności - a nie chce wypuszczać rzeczy, w której widać różnicę poziomu rysunku na początku i końcu albumu. Takie rzeczy tylko do Speszala wchodzą :D

Album musi być na równym zajebiście wysokim poziomie; sam sobie postawiłem poprzeczkę i nie mogę teraz zrobić słabej rzeczy :D
P - Miałem wrócić jeszcze do nieszczęsnego Polcha, ale spróbuję ugryźć temat z innej strony. Oglądając Twoje prace odnoszę wrażenie że jesteś perfekcjonistą. Jakbyś miał rok na zrobienie albumowej kontynuacji Funky Kowala albo Kajka i Kokosza to spokojnie dałbyś radę. Jak Ty to robisz, że ciągle podnosisz sobie poprzeczkę i zachowujesz tyle pokory? Taka Maczuga Łamignata, to przecież najlepsze graficznie nawiązanie do Christy w polskim komiksie ever! Wszystkie próbki wysłane na konkurs organizowany przez Egmont nie dorównują Twojej wersji.
K - Heh słodzisz mi Maciek, jak mało kto :D
No cóż... Przez całe życie człowiek się uczy. A co z tego zapamięta to już inna sprawa. Ja pamiętam jak pięć lat temu miałem dylemat, co tu k**wa zrobić ze swoim życiem, stary. Jechać w pizdu do Anglii czy innego Pakistanu, czy się powiesić? Jechałem za 900 na rękę w zakładzie kowalskim od poniedziałku do soboty po 16 godzin dziennie i cieszyłem się że mam jakąkolwiek pracę, bo wtedy ciężko było.

I nie narzekam, dzięki pracy w warsztacie u Mistrza Kowalstwa Pana Zbyszka Stankiewicza nauczyłem się, że co się zaczęło to

TRZEBA SKOŃCZYĆ,

choćby nie było z tego pieniędzy, a najlepszą gratyfikacją czasami był wyraz twarzy klienta kiedyśmy mu zamontowali pięknie secesyjny balkonik!

Właśnie To nauczyło mnie pokory i dystansu do tego co robię. Tam się nauczyłem dzióbania godzinami przy jednej rzeczy, bo musi być w pytę. I to dzięki Panu Zbyszkowi jestem tu gdzie jestem. Choć nie tylko dzięki Niemu. Ale to On mnie zahartował :D

Jest jeszcze motto Musaschi Mijamoto - Cel jest bardzo ważny, liczy się jednak jak do tego celu podążasz, droga do celu jest najważniejsza. I nie ważne czy zginiesz nieosiągając celu. A jeśli już cel osiągnąłeś wyznacz sobie cel następny, bo kto się zatrzymał, ten się cofa.

Kung Fu, normalnie.

No to napinam. doskonalę. Dzióbię. By być jeszcze lepsiejszy.
A jak będę jeszcze lepsiejszy, zrobię jak Pan Grzegorz - rzucę wszystko dla nowego stylu.
I będę się uczył od nowa i od nowa.

A co do Kokosza, no cóż... Panu Chriście bym tego nie pokazał :P

P - Ja tam myślę, że byłby z Ciebie dumny :)

K - A wiesz, że że gdyby nie telefon Śledzia to w ogóle bym nie rysował?
Więc wychodzi na to, że moim drugim ojcem chrzestnym, po Panu Stankiewiczu jest Śledź :)

P - Jaki telefon?

K - A to było tak.

Zapieprzałem wtedy już od prawie roku na warsztacie kowalskim, to był nieprzyjemny dla mnie okres w życia - rozstałem się z dziewczyną, kapela w której grałem się rozsypała, więc rzuciłem się w wir pracy warsztatowej. Ale zanim zacząłem na warsztacie pomykać, wysłałem moje bazgroły do Śledzia. Tak z głupoty - bo musisz wiedzieć, mieszkałem wtedy w strasznej dziurze, gdzie nie było nic do roboty oprócz nawalenia się codziennie do upadłego, więc moja samoocena była wtedy nienajlepsza.

Pół roku minęło bez odpowiedzi od Śledzia. Wtedy to był mój guru, człowiek niezależny, wydający najlepszy zin komiksowy w Polsce, w ogóle coś robiący. Stwierdziłem więc, że dam sobie spokój z rysowaniem, bo znowu w życiu mi nie wyszło... Smutny okres, ech.
I któregoś dnia, przy napierdalaniu młoteczkiem w kawałek metalu komóra dzwoni. Odbieram, a tu Śledziu po drugiej stronie i mówi coś takiego:

Hej, dostałem od ciebie pack'a z rysunkami. Może masz ochotę coś zrobić do Produktu?
Wryło mnie w ziemię. Mówię ci - powaliło. Skakałem wtedy ze szczęścia cały dzień. Gdzie ja chop ze wsi, do produktu. A przecież selekcja Śledzia była ostra.
Potem spotkalismy się w październiku w Łodzi, ale, hm.. delikatnie mówiąc zabalowaliśmy.
Jakoś w maju pojechałem do niego na tydzień i zrobiliśmy szorta - jak go ładnie poprosisz to może ci go udostępni.

Ha, właśnie

Śledziu! mógłbyś mi go kiedyś podesłać!! :D

Były plany co do nowego produktu i takie tam ale w końcu się sypło.
Ale dzięki temu postanowiłem, że jednak jeszcze powalczę, wsiadłem w pociąg z czterema stówkami w kieszeni na życie i pojechałem szukać szczęścia w Krakowie. I tak oto jestem , krok po kroku zdobywający doświadczenie, pracujący nad tym co dostałem od Bozi.

Śledziu! Masz już tam miejsce na Górze za uratowanie człowiekowi życia.
A ode mnie Dużą Wódkie :D

Reszta już sama poszła - praca, praca i jeszcze raz praca - jestem z tych, którzy twierdzą, że nie każdy urodził się Picasso i za słowami Przemka Truścińskiego (kiedyś przy piwie):

"Trzeba Nap**rdalać nie Zap**rdalać"

P - Jakie są Twoje plany na bliską przyszłość? Dwa zeszyty już wkrótce w kioskach. Co później? Wspominałeś coś o wspólnym projekcie z Michałem Gałkiem.

K - :) Potem będą następne dwa, a potem wakacje. No i sesja letnia :/

A z Michałem to już połowę albumu miałem zrobione.
Nazywać się będzie Yrmina - Pierścienie Pustyni i będzie mainstream.

Zaczęło się od 16 stron - takiego szortu, który przerodził się w album.
Niestety nałożyło sie na siebie parę rzeczy, których za Czajny Ludowe nie dało się obejść a co dopiero przeskoczyć, więc album powstawał lata.
Heh -30 stron w 3 lata - nowy rekord.

I właśnie ostatnio przeglądnąłem to wszystko i zobaczyłem, jak na dłoni widać mój rozwój jako rysownika.Stwierdziłem że biorę się za to od nowa. Mam nadzieję że do października połowę albumu będę miał za sobą - to zależy tez od czynników finansowych, bo trzeba coś robić żeby żyć.
A te stare 30 stron to dodamy do spesziala, jakiegoś.

P - A gdzie chciałbyś się widzieć zawodowo i artystycznie za kolejnych pięć lat?

K - Hm.. zobaczymy co Bozia da.

P - Pracujesz zawodowo jako grafik. Uczestniczysz w przedsięwzięciach zarówno komercyjnych jak też hobbystycznych. Wydaje się, że niezależnie od tego nad jakim komiksem pracujesz, zawsze masz z tego równie dużo zabawy.

Nie boisz się zmęczenia materiału? Tego że się wypalisz? Patrz na przykład na Adlera. Sam przyznaje że się przemęczył. Czy to kwestia formy fizycznej? Może jest Ci bliżej do Filipa Myszkowskiego znanego z zamiłowania do siłki?

K - Rysowanie to moje życie jest teraz. Ja po prostu źle się czuję jak czegoś nie śkrobnę w ciągu dnia. A męczę się na góra dwa, trzy dni, wtedy mam ochotę cisnąc to wszystko w pipą, ale potem przechodzi.

Wydaje mi się, że to bardziej w psychice siedzi. Na zmęczenie będę miał jeszcze czas. I na zasłużony odpoczynek hehe. A na siłkę nie chodze - wolę popływac na basenie.

P - Czyli forma fizyczna ma coś do rzeczy.
Ostatnie pytanko (w stylu porównywania siurdaków). W czasie gdy sobie rozmawiamy narysowałem jedną planszę. A Ty ile?

K - Ale jaką planszę??
Bo ja ciosam szczególiki draperii na ścianach.

P - Touche.

Chciałbyś coś jeszcze dodać? Jakąś dobrą radę od wujka Kirkora, lub przesłanie dla świata?

K - Motto Życiowe:

Story ma sie sprzedać,
komiks wyglądać,
a wódka ma jebać .

9 comments:

kmh said...

Świetne!

Fragment o realiach nawiązywania współpracy z Produktem - porażający :)

karolkonw said...

Klimek to swietny rysownik wg mnie o kilak poziomów wyżej niż reszta PART STUDIO szkoda mi dobrego rysownika na pasztety w stylu 11/11

mysza Filip said...

fajny wywiad.Co do krechy Arka to niekoniecznie mi ona podchodzi, za to sposób kadrowania i kompozycje szczególnie w tych planszach realistycznych są świetne.Widać storybordową zaprawę w boju.

@ Maciej- jeszcze jeden post z kolejną celną wzmianką o mnie i zmajstrujesz niechcący mój portret psychologiczny ;D

jaszczu said...

Maciej, nawet się nie obejrzysz jak Twój blog stanie się najlepszym serwisem komiksowym:)

Co do Kirkora, to maksymalny szacun za pracowitość i zorientowanie na cel.

Mr. Herring said...

Gdyby P nie upadł był o Kirkorze byłoby głośniej wcześniej. A szorta gdzieś mam, musiałbym pogrzebać w twardych dyskach, bo to już trzeci komp od tego czasu. Ma się to oko do talentów, co?

Mr. Herring said...

Znalazłem:) Na dwóch ostatnich planszach wciąż nie ma dymków a scenar zniknął, więc zapadnę w tantryczną comę, spróbuję sobie przypomnieć końcówkę i dokończę "Baby Day" bo taki ma szorciak tytuł. Potem się z Kirkorem zastanowimy, co z tym zrobić, ale jedno muszę napisać, postępy, jakie uczynił Kirkor w temacie rysunek są przekurwiście potężne.

głowonuk said...

W swej nadwrażliwości aż się wzruszyłem, serio! :O
Coraz bardziej lubię rysowników parających się kowalstwem.
(czas pokroić jakieś szyny)

Gratuluję obydwu ciekawej rozmowy.

.C.Z. said...

Dobry wywiad, dobry :-)
Ciekawszy niż mój ze Śledziem ;)
A fragment o wkręceniu się do P naprawdę mocny.

komiks said...

Tylko tytuł niefortunny.
W komiksie musi jeszcze o coś chodzić...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...