Monday, November 19, 2007

Bi Bułka & otoczka Otoczaka

Trafiła mi się niezła gratka w postaci przedpremierowej lektury albumu Rafała „Otoczaka” Tomczaka. Wydanie „Bi Bułki i otoczki Otoczaka” jest dla mnie bardzo dobrą wiadomością. Oto timof wydał kolejny oczekiwany przeze mnie komiks. Jest to zarazem komiks, za którego wydaniem lobbowałem więc postanowiłem lekko podbić bębenek w postaci pierwszej recenzji tego dziełka. Pomimo, że „Bi Bułka” pojawia się w ramach labelu „komiksowy underground” i nakład ma iści „bibułowy” (200 egzemplarzy), liczę na to że moja kumoterska polecanka jest pierwszą, ale nie ostatnią. Czekam na kolejne, oczywiście bardziej obiektywne niż moja.

Wbrew pozorom, Otoczak (znany wcześniej jako Tomaz) początkującym twórcą nie jest. Owszem, Bi Bułka jest jego debiutanckim albumem, lecz autor działa w świecie komiksu już od prawie dziesięciu lat. Pierwszy kontakt z jego twórczością miałem za pośrednictwem AQQ. Co prawda w samym piśmie opublikowano chyba tylko jednoplanszówkę „Łili”, ale w dziale recenzji często pojawiało się jego nazwisko przy okazji współpracy z przeróżnymi zinami.

Tak więc, od 1998 roku Tomaz wraz z Olafem tworzył trzon TynkGruppe, której efektem działań były dziś zapomniane publikacje noszące ciekawe nazwy:„Cipa ledwo zipa”, „Taker: zupełniepsychogazeta”, „Nikt nikomu nie UFO”, „Urwee koorki”*. W międzyczasie jak też po rozwiązaniu kolektywu, Tomczak spełniał się w solowych projektach: „Czarny padół”, „Czarny ja” oraz w gościnnych występach w „Mać Pariadce”, „Qriozum” czy wydawanym przez Tomka Leśniaka legendarnym zinie „Mięso”. Silnym akcentem twórczości Tomaza było również stałe wspieranie Ziniola (okładki jego autorstwa: tu, tu, tu), którego ostatni numer ukazał się w kwietniu 2005 roku. W numerze przedostatnim swoją premierę miała Bi Bułka (a "Tomaz" transformował w "Otoczaka"). Później zapadła cisza...

Teraz po długim okresie milczenia, otrzymujemy ślicznie wydany album który śmiało można określić mianem najlepszego undergroundowego (premierowego) komiksu roku.

Jest to zbiór czternastu przygód pary wesołych ludzików: rachmistrza Bi Bułki i mistrza zapamiętywania Białaska, którzy przemierzając jaźń autora dokonują spisu powszechnego zamieszkujących go wytworów umysłu. Towarzysząc surrealistycznej podróży dwójki bohaterów szybko odkrywamy, że wyobraźnia jest największym atutem Otoczaka. Kolejnym i równie ważnym atutem jest umiejętność zobrazowania tego co lęgnie się (dosłownie) w głowie twórcy i sugestywne przedstawienie efektów w formie komiksu. A to się Tomczakowi udaje znakomicie.

Pierwsze skojarzenia po lekturze nasuwają mi zastosowanie porównania: Jeśli Tadeusz Baranowski tworzył swoje komiksy pod wpływem barbituranów, to Rafał Otoczak niechybnie wspomagał się silniejszymi dawkami.

Porównanie jest głupie i nieprawdziwe. Sam autor wyprowadził mnie z błędu, zaprzeczając zarówno tworzeniu „pod wpływem” jak też skojarzeniom imienia tytułowego bohatera z bibułką będącą częścią składową skręta. Oprócz tego, Bi Bułka nie jest raczej biseksualistą, a jego przydomek pochodzi od fizjonomii której owal przywodzi na myśl bułkę.

Pierwsze historyjki o przygodach Bi Bułki i Białaska powstały w 2002 roku, obecnie autor ma przygotowany materiał na kolejne kilka albumów.

Fabularnie mamy tutaj jazdy na poziomie najlepszych dokonań uprzednio przywołanego Baranowskiego (obaj Panowie spotkali się zresztą na łamach zina sTrachu). Sympatyczni bohaterowie przeżywają dziwne (to mało powiedziane) przygody pełne dowcipu sytuacyjnego i żartów słownych. Na swojej drodze spotykają dziwolągi pokroju leniwej chmurki, morzuna wiśniojadalnego, psycho gąski czy mrówkoląga. W sumie, gdyby nie specyficzna oprawa graficzna, to komiks mógłby być skierowany do czytelnika w każdym wieku.

I tu przechodzimy do kwestii grafiki. Otoczak od lat porusza się w konwencji bezkompromisowego undergroundu (graficznego). Jego znakiem rozpoznawczym jest gruba zabrudzona krecha oraz groteska i skróty w strefie anatomii . Taki styl ekspresji w malarstwie mógł szokować 60 - 70 lat temu. W komiksie, rozumianym jako rozrywka dla półmózgów, może szokować do dziś. Przykład w linku TUTAJ. Co prawda, jak ktoś przytomnie zauważył, w przypadku umiejętnie wypromowanego Maxa Andersona mamy do czynienia z zachwytem mas, ale zgodnie z zasadą że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju Otoczak musi się liczyć z głosami rozczarowania prostaków.

Niestety, nawet w przypadku komiksów czkawką odbija się brak elementarnej edukacji w zakresie historii sztuki. Ofiarom braków edukacji a w konsekwencji niezamierzonej ignorancji polecam kliknąć sobie w następujące linki: Pablo Picasso, Marc Chagal. Na początek powinno wystarczyć.

Pozostałej rzeszy** miłośników komiksu posiadającej otwarte umysły Bi Bułkę polecam z całego serca :)


*Tych cudów małej poligrafii niestety nie mam w swoich zbiorach. W wymienianiu wspierałem się katalogiem „polska mała xeroprasa”.
**Dwieście osób powinno się znaleźć.

6 comments:

głowonuk said...

no BA! oczywiście czekam na ten komiks!

tym bardziej, że jeden z moich potworków oceniłeś:
"PRAWIE jak Rafał Otoczak. PRAWIE"
(potem przez kilka dni pałałem szczerą nienawiścią do Pana Otoczaka :)

(ale już mi przeszło)


dobrze, że nie idzie w takiej watasze, jak łódzkie i (przypuszczalnie) marcowe zeszyty.

prawdziwy lampion w tunelu!

głowonuk said...

a okładka "Ziniola" z nosem najlepszą zinową okładkę ever!

głowonuk said...

ten Picasso też daje radę, powinien uderzyć do Timofa!
parafrazując: "tylko koni, tylko koni brak"

głowonuk said...

jak już graves wróci z zasłużonego wypoczynku trzeba będzie tu przenieść 'dyskusję' z gildii. najlepiej już teraz zacząć przeklejać!

Anonymous said...

Maciej jak zwykle nie zawodzi i potrafi walnac soczystego loda kolega od olowka.
Milo

Anonymous said...

jest wiadome nie od dziś, że najlepiej lody kręci anonimowy miś

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...